Blog Joanny Chołuj o kulturze, duchowości, edukacji, leczeniu naturalnym, o alternatywnej wizji świata i prawdziwej historii Polski Lechii

wiersze 2001 cz2

33

dialektyka

 

historie moje wszystkie

historią są jedną

chcę wierzyć w spójnię

lecz historie moje

sprzecznością są

dlaczego istnieją gdy wszystko zaczyna się

a nie kończy nic

oni przychodzą mówią żegnaj odchodzą wracają i są

sprzeczności rybie

w kierunkach przeciwstawnych zgodnie splatają się w okrąg

moje yin i yan

moje ja i anty-ja

ona joanna i ja jan

chaos zaklęty krąg antagonizmów

trwa

trwasz ty i on

ten który przyszedł po mnie wczoraj na dworzec

i ten który dziś z wilgoci się śmiał

ten który jutro zapomnieć pozwoli

i który rozmową oddali mój lęk

nie znam dziś jutra wczorajszych dni nie znam

wiem jedno

w wielości istnieję tu teraz po bezczas

historie moje wszystkie niech trwają

podsycać je będę

bo mi wielość potrzebna by żyć

 

 

[becauseofM.M.][2001]

 


34

***

znów odwiedziła mnie

najukochańsza przyjaciółka

chandra

z powagą spoglądam jej w oczy

głos podkulił tchórzliwie język

skomlą uporczywie boleśnie

słowa już nie chcę

rozpoczynać historii narodzin od nowa

znów te same znudzeniem oklapłe

za oknem obrazy stuliły uszy

zszarzałe szarówka zagarnia niemo

mi w ustach niemoje słowa mokro przylgnęły do mózgu

niemową chciałabym stać się

nie musieć nad myślą ślęczeć

która wypowiedzieć nieskłonna

ogrom mojej bezradności

 

gdybym niemową była

część mowy jawnej odebrana by mi była

lecz pozostałaby mowa we mnie zamknięta

zamilkły język wypowiedziałby co we mnie najgłębsze

 

nie jestem niemową lecz doskonałym przejawem kalectwa

ukarałeś mnie

a może moja to wina przedwcześnie spełniona

dziś dopełnia się ostatecznie

i jestem niedokończonym posągiem

który grek artysta niemo intymnie dotknął

nie dotknął lecz musnął dotykiem

by żył posąg i żyję

 

kaleka doskonałością kobiety o talentach

widocznych wyraźnie pod wartwą apatii

brzęczących na dnie sakiewki dziurawej

trwonionych skrupulatnie co do jednego

zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa

z losu podszeptem

 

dlaczego nie czytam nie myślę nie chodzę

do! z!  na! nie gromadzę pieczołowicie

obrazów ciągów dźwięków szeregów

po nitce po nitce do kłębka

w labiryncie korytarzy Louvrów zaklęte rzędy płócien

nawleczone na nić teoretycznych powiązań i myśli

 

dlaczego nie jestem jednością ciągłą cieczą czystą obiektem

pod próżniowym kloszem ze szkła

pełni nie tworzę i jedności z sobą samą

odwieczny chaos we mnie nie-spójnia logiczna

dlaczego

 

dlatego

nigdy nigdzie nie dojdę w chaotycznym ruchu cząstek gazu

może kiedyś

poza obszarem mi znanym dostrzegę ciebie

nieznaną  kometę i zbliżysz się nie ominiesz

lecz zbliżysz i dotkniesz i spłonę

i jedność odzyskam i całość i myśli prostotę

a sens będzie w jedności nas dwojga

 

 

 

[becauseofmyself &forMM] [III-2001]


35

***

mam ochotę na dotyk
gdzie jesteś
twoje włosy jeżykowate
twoje dłonie ciemne zmęczone
twój kciuk dziwnie wygięty
twoje długie rzęsy spuszczone
które mówiłeś
lubiły dotykać wszystkie twoje kobiety

nie potrafię przypomnieć w pełni
przywołuję jednak szczegóły
gdzie jesteś
nie potrafię przywołać całości
rozpadłeś mi się w atomy
gdzie jesteś
umiłowane miejsce w nieoswojonej przestrzeni
poza horyzontem dotyku
gdzie jesteś
czy nie chciałbyś znów być całością ze mną
i wewnątrz

 

[forR.A.][2001]


36

słowo

 

 

Wiem, że to nigdy nie będzie wiersz,

który godnie tutaj zwać mógłby się wierszem.

Wiem że poezja kryje się gdzie-ż

ja śmiałabym o niej pojęcie mieć szersze.

Także wiem, że wierszy klasycznych nie lubię,

bo nim myśl mą schwytam i zamknę

w słowie, bezpowrotnie się ona zagubi

w spekulacjach nad rymem kształtem i taktem.

I wiem, że dziś czuję się niby

Jean Babtiste Racine na Court Royal przed wieki.

Nic w darze nie miałby gdyby

nie słowo, które nawet w stylu kalekim

perłą być musi w łonie małży zamknietą

bo z myśli mej szczerej - łzy piasku poczęte.

 

 [forM.K][2001]

 


37

życie

 

życie jest uroczym urojeniem przeźroczy

pstryk klatka w ciemności na ścianie

i druga

pstryk zdjęcie zabarwione iluzjami

obłuda w negatywie

w niej na opak

żyję fałszywie

nie potrafię już żyć inaczej

w sztuce łgarstwa jestem coraz lepsza

bez drgnienia powieki kłamstwo ciche jak wyplucie powietrza

w wydechu

wydalam

delikatnie

bez lęku

tylko niezauważalnie drży i kurczy się na moim ręku linia życia

gdy kontroler przyłapie  bez biletu na przejazd

przez ten maly kawałek kilku stacji

jadę na gapę

z rozdartym niechcący paszportem

z dziesięcioletnią wizą do stanów

jadę na gapę

bezczelnie beztrosko bez planu

może i Ty znajdziesz odrobinę braku czasu

dla mnie

jak kontroler biletów

"tym razem się pani udało"

i gdy stanę przed Tobą

dostrzeżesz drżenie mych palców

potrzesz czoło

ręką machniesz na znak

zakłopotania

"jeszcze jedna bezczelna duszyczka

z wilczym biletem ulgowym do nieba

do spisania"

 

[?13-03-2001]