Blog Joanny Chołuj o kulturze, duchowości, edukacji, leczeniu naturalnym, o alternatywnej wizji świata i prawdziwej historii Polski Lechii
Kategorie: Wszystkie | Ego sum | bosko | edukacyjnie | kulturalnie | podróżniczo | zdrowo
RSS

kulturalnie

sobota, 10 listopada 2018

 tu jest częśc pierwsza serii Chłopcy i złota futbolówka

http://boskizielonyblog.blox.pl/2017/03/opowiadanie-z-tematem-Schody-dla-dzieci.html

 

Chłopcy i Marzenka

 

 

- Franek, Franek – mały chłopiec wbiegł do pokoju starszego brata i ciągnał go za rękaw niecierpliwie – wiesz, widziałem dziś tego orła, który niósł nas pod jeziorem!

- Co ty bredzisz, Pietrek? Daj spać! Wypad z mojego pokoju! – brat spojrzał gniewnie na trzylatka i odwrócił się w drugą stronę wtulając twarz w poduszkę.

Mały szkrab wyszedł po cichu zawiedziony. Ostrożnie przymknął drzwi pokoju brata i zaszył się w swoim. Nie miał już ochoty na spanie. Nie miał też śmiałości iść do mamy, bo ostrzegła ich wczoraj, że nie ręczy za siebie, jeśli ktoś obudzi ją przed dzwonkiem budzika. Alarm zdecydowanie jeszcze się nie odezwał. Tego Piotruś był pewien, bo pokój mamy zalegała nieruchoma cisza. Mama potrafiła być naprawdę groźna, gdy przeszkadzano jej w porannym spaniu w wolne dni, w pisaniu na komputerze, albo gdy chłopcy skakali po jej łóżku zbyt blisko szklanej gablotki. Piotruś był pewien, że tego na pewno nie chciał. Nie chciał słyszeć zbyt często jak mama wpada w gniew taki, że obaj zmykają gdzie pieprz rośnie, a jej grzmiący, jakby nie maminy wtedy, leczy smoczy głos, słychać aż na parkingu naprzeciw bloku. Ooo, zdecydowanie, tam było ją słychać. I na pewno również w garażu. Niedobrze było mamę denerwować. Zawsze przecież mogła zamienić się w coś nieciekawego. Jak ostatnio na przykład – w ropuchę. Albo smoka. Piotruś był pewien, że ten głos rozgniewanej mamy - smoczycy nie mógł wróżyć nic dobrego. Jedno niewłaściwie słowo. Przecież niczego nie można być pewnym – tak twierdził starszy brat, i Piotruś mu wierzył.

Piotruś był bowiem całkiem małym jeszcze, miłym, rezolutnym i pełnym optymizmu, ale niewiele wiedzącym o życiu i zmęczonej mamie, trzyletnim chłopcem. Mieszkali wszyscy, on, mama i dziewięcioletni brat, w małym miasteczku, lecz w dużym mieszkaniu, z małym balkonem lecz dużą biblioteką pełną czarodziejskich i tajemniczych książek. Niektóre chłopiec znał już całkiem dobrze, treści innych tylko z niecierpliwością się domyślał.

Te całkiem długie półgodzinne rozmyślania, na zmianę z zabawą ogromną zdalnie sterowaną koparką, prezentem od taty, przerwał starszy brat. Wystawił głowę zza półuchylonych drzwi i zapytał.

- Czyś ty był u mnie dziś rano? Czy śniło mi się? Mówiłeś coś o orłach, czy to też mi się śniło?

- Tak! Byłem! - ucieszył się mały – Właśnie! No właśnie mówiłem ci! Śniło mi się! Takie coś! Taki ptak! Taki wielki.. orzeł…- mówił chaotycznie i pośpiesznie bojąc się, że brat znów wpadnie w słowo i przerwie opowieść. Jednak brat siedział zamyślony jeszcze chwilę po tym jak Piotruś zamilkł.

- Hm.. Czarny czy biały? - brat wydawał się być spokojny, ale zachowywał się dziwnie. Piotrusiowi trudno było określić co się dzieje, ale niepokój udzielił mu się.

- Biały. A twój też był biały? Franuś, ja się jakoś.. boję. Czy to coś złego? To złe sny? Ten mój orzeł był bardzo miły, przytulał się do mnie i pozwalał mi gładzić swoje pióra.

- Tak? No, to fajnie

- Ale twój, jaki był? - dopytywał braciszek

- Mój orzeł ze snu był czarny. CZA -RNY. - Franek podkreślił sylaby dobitnie a potem dodał. - I palił się. Jak feniks, wiesz?

- Jak w tej książce co nam mama czytała? Ja lubiłem tego feniksa.

- Ja też. To z książki „Feniks i dywan”. Ale tego.. tego byś nie polubił. Mówię ci. - brat zamilkł ponuro, po chwili jednak poprosił – opowiedz mi swój sen. Dokładnie mi opowiedz. Umiesz?

- No .. więc.. było strasznie ciepło, świeciło słońce – zaczął mały

- Lato było tak?

- Tak, lato.. i ten biały orzeł, łagodny, przytula się do mnie i mówi, że mogę gładzić jego pióra. Więc zrobiłem to. Były miękkie i ciepłe. Przytuliłem się do niego, potem usiadłem i polecieliśmy wysoko, do gniazda. - Piotruś przerwał na chwilę, by zaczerpnąć tchu. Mówił szybko, bo nie chciał zapomnieć tych obrazów, które zaczynały już uciekać z pamięci. Przymrużył oczy

- To musiał być biały orzeł nieba południowego, albo jakiś orzeł bielik. Chociaż nie wiem. W tych legendach to też dziwnie piszą. Przecież bieliki nie są całe białe tylko mają białe ogony. No i głowę. – wtrącił brat

- Tak? YHmm… I wiesz.. I powiedział mi, żebym przymrużył oczy. Ale niepotrzebnie mi powiedział, bo ja sam wiem, że to pomaga widzieć różne ciekawsze rzeczy. Popatrzyłem w dół i zobaczyłem tam małą koleżankę. Była wesoła i machała do mnie. Chciałem do niej biec, żeby bawić cię. Ale on się nie zgodził.

- On?

- No ten Bielik. Nie chciał i powiedział… czekaj, on powieeeedział – brat przeciągnął sylaby wahając się niepewnie – powiedział, że to ZJAWA. I potem powiedział taki wierszyk, któr bardzo dokładnie pamiętam: „ poznasz ją a może nie.. za kilka lat lecz kto to wie... W równą noc, wiosenną noc , narodzi się Marzenka.. Zły to czas czas to zły.. gdy Zdusze łowią dusze...

- Zdusze?

- Zdusze. Albo ZADUSZE. Tak powiedział. Kilka razy tak powiedział to ostatnie. A potem polecieliśmy z powrotem i obudziłem się.

- Kurcze, dziwne to

- No.. i ja się bałem jak się obudziłem. Chociaż to był miły orzeł. A zadusze to od zaduszania?

- Nie mam pojęcia. No chyba nie?

- Teraz ty!

- Co ja?

- Opowiedz swoj.

- Sen? Już nie pamiętam. Był czarny orzeł. Patrzył się na mnie. Siedział w kącie sali na samej górze.. - Franek przerwał i poczuł jak przeszywa go niechęć i lęk. W rzeczywistości pamiętał sen bardzo wyraźnie. Uważał jednak, że nie powinien opowiadać go bratu. To był nieprzyjemny sen. Ale widział dokładnie: Czarny orzeł, orzeł nieba północnego zupełnie jak ten, którego spotkali w podjeziornym królestwie krabów raków i żab... Orzeł z lutnią, która sama gra. Lutnia czy harfa? Na mapie gwiazdozbiorów po angielsku podpisano HARP. ..

Franek pamiętał dobrze, że orzeł patrzył w milczeniu na niego. Wtedy poczuł jak przypomina sobie tamtą chwilę, dziewięć lat temu, gdy nie wiedział czy się urodzi, a potem nie wiedział czy przeżyje… Więc we śnie było ich dwu. Jeden, ten dziewięcioletni, widział mamę w szpitalu i lekarzy na sali operacyjnej. I siebie maleńkiego. Patrzył i patrzył. Mijały minuty. Zegar w szpitalu głośno tykał. Lekarze coś mówili szybko. Pielęgniarka biegała. Wtedy nagle harfa zamieniła się w lutnię. Potem w pianino.. Podszedł. I grał na nim. Chciał grać!... Uspokajała go ta gra w takt serca, coraz mocniej je słyszał. To było serce mamy, a może jego serce? Nagle ptak zamienia się w feniksa i spala w płomieniu , pianino pali się. On krzyczy - „Nie, Nie! ja muszę grać, muszę” Franek schwycił ptaka za ogon.. Zdało mu się, że nic w dłoni nie zostało.. Ręka go parzyła. Obudził się.

- Franek! Słyszysz mnie? Co się zamyślasz! Opowiedz co dalej.

- Dalej widziałem mamę. I widziałem jak orzeł przemienił się w feniksa i spalił. I tyle.

- Aacha. - westchnął Piotruś trochę zawiedziony krótką opowieścią. Franek spojrzał na niego i nagle zerwał się z łóżka i wybiegł.

Dopadł do swojego łóżka. Ciemno przy zasłoniętych zasłonach. Ale jest! Znalazł! Na poduszce leżał i świecił dziwnym blaskiem widziany jako ostatnia migawka we śnie cieniutki jasny blond włos. A obok leżało purpurowe pióro. Franek szybko schował zdobycz do schowka w pudełku za książkami. Na chwilkę przed przyjściem braciszka, zdziwionego zachowaniem starszaka.

- Co ty tam robisz? - zapytał mały

- nic przecież. O co ci chodzi? - odburknął. Opowiedz mi jeszcze o tej dziewczynce.

- O dziewczynce? Była taka duża jak ja i machała do mnie.

- Kto do ciebie machał kochanie? - w drzwiach pokoju stanęła mama uśmiechając się.

- taka dziewczynka we śnie.

- Aaa.. to chyba był miły sen?

- Chyba tak. - zawahał się Piotruś ale coś innego zaptrzątało mu już głowę - Mamo robimy dziś dynię? Jest Halloween. Wczoraj mówiłaś, że ..

- Znaczy masz na myśli Dziady.. - przerwała mama trochę zniecierpliwiona spoglądając na zegar – Boże, jak ja długo spałam! No dobra. Mozemy zrobić dynię. Podobno w Polsce też kiedyś je wycinano i stawiano w oknach. Przynajmniej tak twierdzą poznaniacy. Ubierajcie się więc. Idziemy do sklepu. Po południu pracuję. A jutro z dziadkami jedziemy na groby naszych bliskich.

 

Nazajutrz dzień wstał pogodny i zupełnie nie przypominał Dni Zadusznych z poprzednich lat. Słońce grzało w oczy poprawiając wszystkim humor, jakby chciało powiedzieć „kochani, czas przestać smęcić na smętarzach, czas cieszyć się na czas spotkań z dziadami i wujami z tych i przeszłych pokoleń.”. Mama zatopiona w myślach pakowała dzieci do samochodu dziadków. Babcia z uśmiechem zarzucała do tyłu brzegi czerwono-jesiennego szala, który wyciągnęła z szafy, w sposób całkiem nieplanowany, w ostatniej chwili, wyjrzawszy o świcie na podwórze. I to było coś niesamowicie dziwnego w tym dniu. Babcia planowała wszystko bardzo dokładnie. Miejsce kanapek w samochodzie, ilość zniczy odpowiednią do ilości odwiedzanych grobów, i to, jaką dziadek wdzieje koszulę i marynarkę.

Gdy dojechali na miejsce odbyło się całe stado korowodów związanych z chodzeniem w gości do wujów i cioć, jedzeniem obiadów i podwieczorków, kupowaniem chryzantem w doniczkach po piętnaście pięćdziesiąt i zapalaniem zniczy na każdym grobie, przy którym przystawała mama, babcia lub ciocia. One szły przodem i zarządzały procesją. Dziadek i wujek z tyłu, nieśli torby i mieli oko na dzieci. Ile było tych grobów, Piotruś niedokładnie wiedział. Miał przez chwilę tę inteligentną myśl, by zadać odpowiednie pytanie bratu, który wiedział wszystko o wszystkim, jednak Franek szedł koło wujka i uważnie przysłuchiwał się jego rozmowie z ciocią. W końcu nadarzyła się jednak sposobność by dogonić brata, bo właśnie zatrzymali się znów tym razem na dłużej, przy szerokim grobie z wieloma literami i niesamowitą ilością płonących ogni.

- Franek, ile tu jest zniczy, wiesz? A wiesz może też ile świeczek babcia miała w torbie? Chodzimy i chodzimy a ta torba ciągle pełna. Nogi mnie bolą.

- Marudzisz, poproś dziadka to weźmie cię na barana – odburknął Franek, bo od dnia gdy zaczęły im się śnić sny o orłach stał się przygaszony i ponury. Co było przykre dla małego brata, bo starszy i tak z charakteru już nie był szczególnie miły i wylewny. Był to ten introwertyczny typ pełen własnych skrytych myśli i ciemnych pomysłów, których nie ujawniał nikomu. W gruncie rzeczy był również bratem pełnym czułości i obdarzonym gołebim sercem, lecz kryło się ono głęboko pod grubą jakby smoczą skórą. Zwyczajnie co dnia parskał, prychał i rzucał ostrymi jak nóż i parzącymi jak parzydełka meduzy słowami. Które potem łagodził widząc niepewną minę brata. Tak i teraz – spojrzał na małego ponownie, zrobiło mu się go żal i wypalił

- Zniczy babcia kupiła pięćdziesiąt. Zapakowała w dwie reklamówki. Zużyła ich połowę i trochę. Czekaj.. tak, trzydzieści jeden. Tyle grobów przeszliśmy, tutaj zapaliliśmy dwa znicze dla żołnierzy. Ten grób jest wspólny dla wielu osób. Tam są nazwiska patrz i napisane, że ich … yy no.. jak by ci to powiedzieć, zastrzelili po prostu. Wredne typy – Franek zamilkł zdziwiony swoim dość długim wywodem, po czym jeszcze dodał – tutaj zniczy stoi sto pięćdziesiąt pięć. - spojrzał na brata, który zwykle słuchał go bardzo uważnie, ale teraz już po chwili wbił wzrok w grób nieopodal.

- słuchasz mnie w ogóle?

- tak.. słyszałem . Dużo świeczek … A tu? Czemu ten grób jest taki mały?

- Tu? Mały bo to grób małego dziecka. Dziewczyny. Miała na imię Marzena. Zmarła na ciężką chorobę tuż po urodzeniu. Dwudziestego pierwszego marca. Pod spodem jest jeszcze jakiś tekst. Ciekawi cię? Bo nie wiem czy słuchasz. Jak nie to nie będę strzępił języka – Franek był cały czas dziwacznie rozdrażniony. Bardziej niż zwykle. Bo opryskliwy to zawsze był odkąd Piotruś go znał.

- Słucham! Mów! Więc ona umarła… yhmm…

- No tak, umarła. Taki mały noworodek umarł. Jeszcze nie umiała mówić ani chodzić.

- Naprawdę?

- No pewnie, głuptasie, przecież to logiczne. Dalej napisane – „Zmów pacierz. Marzenka potrzebuje waszej modlitwy.” I tyle. Dobra, zbieramy się i orientuj się mały! - Franek szybko wstał i ruszył chybotliwą ławkę, która miała być zapewne doskonałym patentem na składane ławki na całym cmentarzu, a w efekcie przyczyniła się do twardego lądowania małego chłopca i guza na potylicy.

- To nie moja wina ! - krzyczał za sobą Franek biegnąc szybko za mamą i uciekając przed słowami nagany dziadka, który przytulał Piotrusia – mówiłem przecież, żeby się orientował!

- To łobuz dopiero! - denerwował się dziadek – boli? - ten twój brat, taki mądry a taki huncwot!

 

Było już naprawdę późno, gdy obaj chłopcy dotarli do domu. Nikt nie miał siły ani ochoty ścielić wszystkich łóżek, położyli się więc w dużym łóżku mamy i zasnęli w jednej chwili. Tej to nocy Piotrusiowi przyśnił się kolejny sen, którego bohaterem był znów biały orzeł. Był to sen inny, nowy, pierwszy z serii, można powiedzieć. Bo faktycznie. Te obecne sny były nieco inne, krótsze i prostsze i, jak się miało okazać za kilka miesięcy, stanowiły pewną tajemniczą, choć w miarę upływu czasu, coraz bardziej zrozumiałą , całość.

 

***

 

 

12:46, joannacholuj , kulturalnie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 31 maja 2018

bardzo ciekawie, o tym że prof Maria Janion powiedziała jednak więcej niż
mówiła całe życie nt historii Polski w "Niesamowita Słowiańszczyzna"
o wykładzie prof Samsonowicza, i o KEN , którą tak czcimy, a de facto szła jednolicie
po linii pruskiej. Hej, alternatywne szkoły, czy wiecie o tym??
KEN nie była żadnym osiągnięciem, tylko miała skuteczniej pilnować tego jakie indoktrynacyjne
elementy wiedzy zaistnieją w programie szkół i w głowach dzieci.
Polecam Edu domową i alternatywną...

youtube.com
 
11:53, joannacholuj , kulturalnie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 lutego 2018

rosyjski dzień --
z Okudżawą
wykonanie które lubię.
.. zastanawia znów etymologia --
mat-nia, mat-rix , mat-ka..
i przewrotność ukochanego języka, języków
dno, które może być beznadziejne, a może być granicą cienia, po której wychodzimy na całkiem nowych ludzi
statek.. stanie, stać.. (abstrahując od innych skojarzeń i konotacji :) statecz-ny, do-stat-eczny
ustat-kować się.. , dostatek, niedostatek..

tak dużo zależy od tego gdzie się stoi w życiu i na czym, i jaką się miało matkę

12:12, joannacholuj , kulturalnie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 stycznia 2018

A raczej niemoralność altruizmu... wg Rand.
altruizm jest zły. Zgadzam się z nią, ostatecznie trzeba odróżnić -

1 pomaganie innym jako formę egoizmu - robię to by i mnie było dobrze, i wcale nie zaniedbuję swojego interesu, swoich potrzeb

2. altruizm czyli poświęcanie się dla innych, poświęcanie swojego interesu dla interesu cudzego. Stawianie cudzych potrzeb ponad swoje.. Też uważam dziś, że to toksyczne, złe, i że wprowadziły nam to filozofia chrześcijańskie (źle zrozumiana), komunizm itd.. kolektywistyczne filozofie.
Ostatecznie altruista to ktoś kto - zaniedbuje siebie, czyli odchodzi od celu swojej duszy, realizacji swojej drogi, sprowadza się do roli ofiary, włazi we wszelkie układy toksyczne kat - ofiara, propaguje szkodliwe mity typu matka polka, matka poświęcająca się dla dzieci itd, nie uczy samo-odpowiedzialności, wewnątrzsterowności, i nad-kontroluje i manipuluje. Kontroluje wszystko wokół czyli zabiera innym ich prawo do wolności i odpowiedzialności. Tak to widzę dziś. W końcu Chrystus powiedział Kochaj bliźniego jak SIEBIE SAMEGO. A nie kochaj bliżniego BARDZIEJ NIŻ SIEBIE SAMEGO nie?

Ale co zrobić z poświęceniem strażaków, poświęceniem w walce za ojczyznę, poświęceniem dla życia np dziecka. Myślę, że jej nie chodziło o jednostkowe akty tylko o życie altruistyczne pełne poświęcenia zbyt bezsensownego, bo kosztem siebie. No i tak naprawdę przecież to jest wkręcanie się w układ --- obowiązkowości, konieczności, muszę zarobić na rodzinę, muszę wziąć kredyt , musze pomóc dzieciom w pracach domowych, muszę muszę.. A gdzie pasja życia i dbanie o swój rozwój? Ludzie teraz są pogubieni. Uważam, że nie żyje się dla dzieci i dla innych. Żyje się przede wszystkim dla siebie i realizuje cel swojej duszy, a nie realizuje cudze cele za nich...

15:28, joannacholuj , kulturalnie
Link Komentarze (2) »

fascynacja tv

Tak, to jest coś, czego ja tak do końca nigdy nie zrozumiem, bo wcześnie zauważyłam jak TV pochłania mi cenne minuty życia, i po prostu stwierdziłam, że muszę ją usunąć z mojego życia.. Jestem osobą bardzo wzrokowo-słuchową, i bardzo zorientowaną na archetypy, więc tv mnie hipnotyzuje bardzo łatwo. Doszłam do tego, że trzeba świadomości, aby to unieszkodliwić i najlepiej odwyk -- brak tego wpływu na co dzień..
Podoba mi się jednak jak M. Tsarion mówi trafnie o tym, że do 30rżycia należałoby już stać się vocational man (człowiekiem z powołaniem, Pracą przez duże P), a nie recreational/occupational man (człowiekiem który zajmuje się rozrywką/pracą)..
Czyli czas dojrzeć
Ostatni dzwonek to kryzys wieku średniego, gdy dzwoni nam w głowie dzwonek!! Hallo! to nie twoja praca, zmień ją , rozwijaj się duchowo i umysłowo i przyczyniaj się do rozwoju swojej cywilizacji i społeczeństwa. Koniec darmozjadowania.. Niestety nie wszyscy wykorzystują kryzys wieku średniego w ten sposób :(

https://unslaved.com/amusing-ourselves-to-death/

14:42, joannacholuj , kulturalnie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 stycznia 2018

oczekiwanie

 

przez pół życia

oczekiwanie

że przyjdziesz przytulisz pokochasz pogadasz

że odgrzejesz odbierzesz oddasz odejdziesz

że narodzi się podrośnie samo zaśnie odessie

że rzucą podwyższą obniżą zapewnią

że potem na pewno naprawdę na zawsze

 

przez pół życia

i ... nieoczekiwanie

idziesz na regressing

i piszesz wiersz

i już wiesz

żeś niepotrzebnie tyle czekała

gdy kawa stygła

włosy siwiały

a masażysta patrzył na zegarek

 

23:59, joannacholuj , kulturalnie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 października 2017

 Dwadzieścia minut spaceru po Warszawie w rejonie ulic Rakowicka Wiśniowa Narbutta .. i tyle wspomnień niegdyś bezdzietnej kobiety matki.. I ileż podobnych jak wiele lat temu spotrzeżeń --- Toż ten kawałek przestrzeni to świat kontrastów!

I te 22 które w ciągu ostatnich dni widzę wszędzie (Doreen Virtue -- "Twoje myśli kiełkują i zaczynają dawać rezultaty" itd... )

Czemu to taki ciekawy kawałek terenu? Subiektywnie - tam jest ambasada Pakistanu, w której pracowałam krótko ale intensywnie, tam pomieszkiwałam krótko podczas znajomości z pewnym dżentelmenem dziennikarzem, tam mieszka moja ukochana lektorka francuskiego z Instytutu Francuskiego - w starej kamienicy, w starym stylu, ta pani ta Warszawianka również wykładowczyni w starym stylu z Romanistyki UW, ta która kibicowała mi przed wyjazdem do Francji i dawała mi prywatne lekcje tuż przed..

Tam mieszka moja ulubiona kuzynka..

Tam było kiedyś kameralne kino Stolica jeśli nie mylę nazwy? ..

Tam wydawnictwo KArta gdzie pracowała przyjaciółka z Białorusi..

Tam Urząd Miasta gdzie załatwiałam dawno temu jakieś urzędowe sprawy..

Nie daleko SGGW i SGH z toną znajomych niegdyś współ-studentów, Pola M i bary i knajpy..

Taki prywatny kawałek Warszawy z narodowymi i międzynarodowymi konotacjami

 

A obiektywnie? to miejsce gdzie dużą przestrzeń zajmuje więzienie, gdzie idziesz ulicą i widzisz zaniedbany budynek  ambasady obok innego - wypasionej snobistycznej kamienicy, gdzie wydawnictwo magazynu Więziennictwo etc.. sąsiaduje całkiem niedaleko z KArtą i zaraz obok kilka klubów i maleńkich inicjatyw lokalnych czy fundacji, sklepy jak ten na jednym ze zdjęć ... z innej epoki? przykuwające uwagę balkony i ogłoszenia.. Kruki karmione na balkonach przez mieszkańców i kruki na śmietnikach przed kamienicą... To nie tylko dziś.. Te naście lat temu był tu jakiś podobny klimat oryginalności i kontrastów.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

17:57, joannacholuj , kulturalnie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 września 2017

Nie ma przypadków.

Spotkałam dziś Katarzynę Szustkowską-Jarzebowską, którą poznałam wiele lat temu przy okazji lekcji angielskiego dla dzieci.

Tyle lat.. Stworzyła ona stowarzyszenie Polka Potrafi, które nadal przecież działa.. Hmm, myślałam wielokrotnie by tam się udac, ale .. nie składało się. Może nadszedł ten moment?

Ten moment, tzn teraz gdy jestem trochę rozczarowana faktem, że próby stworzenia wspólnoty samotnych mam, mam po przejściach, w trudnych związkach, ale mam z pasją, z pomysłami i energią, okazało się że internet nie do końca spełnia moje nadzieje.. Nie ma to jak wspólnota w REALU.

Jadę wiec dziś na spotkanie w Klubie kultury Na Bogatkach w Józefosławiu - Spotkam się tam być może z osobami, które będą chciały taką wspólnotę mam stworzyć i wzajemnie się wspierać. Naprawdę wierzę, że to sie da zrobić i że to jest potrzebne.

Bo kiedyś naprawdę było inaczej gdy wspólnota sąsiedzka , rejonowa wioskowa była szersza i żywa.. było wsparcie, i można było łatwiej wymienić się opieką nad dziećmi i zrobić coś fajnego razem. A teraz odnalazłam jedną sąsiadkę, która jest chętna do takiej wymiany w bloku..  I kilka innych które są .. zbyt daleko, zbyt zapracowane, zbyt trudne układy logistyczne.. zbyt zbyt.. taaaa...

POZWOLĘ SOBIE ZAPROSIĆ WSZYSTKICH KTÓRZY SĄ ZAINTERESOWANI WSPÓLNOTĄ SAMOTNYCH MAM

MAM Z PASJĄ, MAM W TRUDNYCH ZWIĄZKACH I SYTUACJACH (czyli de facto również samotnych.. )

do https://www.facebook.com/kkbogatki/?ref=br_rs

Klub Kultury Bogatki

królewska 91, Józefosław - więcej na stronie

11:51, joannacholuj , kulturalnie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 września 2017

Zdjęcie użytkownika Alicja Pietras Photography.Alicja Pietras wernisaż

Byliśmy dziś na wernisażu. Jak co roku można powiedzieć :)

Cudooownie. Piękne, nastrojowe cudowne zdjęcia. Polecam Alicję Pietras, jej sesje, zajrzyjcie na face, zajrzyjcie na instragram!

W fundacji  Bullerbyn na pięknym choć deszczowym Jazdowie, była wioskowa atmosfera, śmiechy dzieci, slajdy z akompaniamentem oryginalnych instrumentów i głosu.. Niezapomniany wieczór. A potem dużo inspirujących rozmów. I nieoczekiwanych spotkań z osobami, które gdzieś kiedyś już widziałam.. Świat jest mały. Albo wibracje podobne ściągają do siebie podobnych ludzi. Wielokrotnie :)

 

A na wernisażu byliśmy ja i moje dzieci. Nie było lekko dotrzeć, po całym długim dniu, poczynając od basenu, a kończąc na zajęciach w Edukacji Przygodowej gdzie dopiero się adaptuję do nowych układów i nowej przestrzeni...

I w ogóle ten pierwszy tydzień zajęć był mega stresujący. Nawrzeszczałam na dzieci, mówiłam brzydko, denerwowałam się.. ale , oczywiście to znają tylko moje dzieci i ja... Na zewnątrz.. taaak, to zawsze ta spokojna wyważona i uśmiechnięta Asia.. ciocia Asia..

Hmm.. PEwnie lepiej by było gdyby zagościło więcej równowagi, jakbym i na cudze dzieci trochę częściej krzyknęła, a na swoje mniej.. Eeech.. macierzyństwo. Ech zasady.. ech.. zrobię kiedyś film o tym, że zasady idą do czorta jak wkracza stres i życie. I tylko rozmowy szczere z dziećmi ratują nas. I relacja..

myślę że Ali zdjęcia też to pokazują. Relację z dziećmi. Dzieci same.

 

Zapisz

22:05, joannacholuj , kulturalnie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 września 2017

Nareszcie. Udało mi się dotrzeć na spotkanie Klubu Poszukiwaczy Słowa - wrześniowe.

Stęskniłam się za spotkaniami, za wierszami, za kontaktem z ludźmi, którzy piszą i poezję lubię i są w podobnym często emocjonalnym klimacie.. Steskniłam się, bo nie mam takiego komfortu aby być tam gdy nie mam opieki nad dziecmi. Ale czyż ja jedna mam problemy? Inni nie moga na czas wyjść  z pracy, muszą opiekowac się chorym małżonkiem ... życie

 

Nie miałam przygotowanego wiersza nowego o temacie Powroty, jednak przygotowałam coś starego :

Ciekawe.. wiersz ten znalazł sie kiedyś w tomiku przygotowanym przez Staromiejski Dom Kultury. Recenzjował go tam mój wykładowca z Polonistyki - pan Jarek Klejnocki..

I jakoś.. nie zakłuło go w oczy moje przestawienie - "muszli zapiaszczonych zapach... "

a tu .. kogoś na spotkaniu jednak .. tak..

Czy tak brzmi lepiej? chyba nie, bo nie poprawiłam. To kwestia rytmu, nie tylko inwersji .. która niby anachroniczna, ale tu.. ma się dobrze

 

 

***

tęsknotę pamiętam

jak szum wiatru w powrotach fal

szarości bezkres pokrzykiwań mew bezustanny chrobot

milkły stłumione

sól na wargach i dłoniach

słone ślady na nogawkach dżinsów

muszli zapiaszczonych zapach

nocą

na plaży w Clifton

brutalny dotyk ostrych kamieni i piasku

okrzyk i urwana rozmowa

nas troje

 

pamiętam

jak dziś

nawoływanie dzieci i czerwoną sukienkę Mominy

 

2004 Clifton Pakistan

..................

Na tym spotkaniu przeczytałam też te dwa ostatnie wiersze, które poniżej, oraz pochwaliłam się wysłaniem tomiku na konkurs Bierezina..

Nie udaje mi się nic uzyskać na konkursach, ale .. czy mam tracić nadzieję?

 

 

scena czyli mam gdzieś te jasełka trans i metroseksualne

 

scena mnie...

nie inspiruje

nigdy nie byłam

na pokaz

nawet i teraz

wieszać swoje cenne imię na plakatowisku

facebooka

jest mi boleśnie

 

scena mnie...

nie inspiruje

nigdy nie wkładałam

koturnów i masek

nawet i teraz

moje trzy nazwiska, pięć imion i jeden

pseudonim

nie dookreśla

mnie, bo życie to nie scena

i nie teatr

więc nie ściągam kiecki

nie wkładam męskich spodni

by pozwolili mi wystąpić

w jednym akcie

mister(yj)nej farsy

jako prawdziwa kobieta



pajęczyna

 

Utkałeś ogród z pomysłów

rozpięty jak pajęczyna

od wschodu do zachodu

heksagram rolniczych marzeń

tutaj północna gryka

a tam na południu groch

pot wsiąka w twoją ziemię

przesycasz słowa treścią

duch kręci ci szybko nad głową

ósemki bez końca ósemki

jesteś raz tu raz tam

i jeszcze zaraz gdzieś dalej

a wszędzie nieskończoność

a wszędzie tyle tej treści

zorałeś żyzne pola

ścieżkami swoich myśli

tysiąc ich

sto tysięcy?

trójkąty w zbożu nie kręgi...

 

ale jest czas zastoju

pokoju czas spokoju

muzyki i napoju

co więcej niesie treści?

lecz

mój boże

czemu?

czemu nie śpiewa nikt pieśni

nie woła nikt perliście tych słów co odfruwają?

gdzie jest ta dzika ta piękna

długowłosa i czarna

kobieta pająk zasnuta

w pamięci pokoleń i krajów

mówisz – „patrz – o tu, jej oko

zagląda tu z chaty trójkątów

o widzisz...

tu ją schowałem”

 

lecz gdzie miejsce na płaszcz jej

krwisto-srebrzysty pod żurawiem

u studni

płaszcz księżycowych cykli

 

gdzie jest przestrzeń oddechu

na zapaski i szeroką hen chłopską

spódnicę

bruzdami życia własnoręcznie wyszywaną

 

 

21:39, joannacholuj , kulturalnie
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19