|
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
AAAAA tu są moje:
Bosko ciekawe
Ciąża i dzieci
Jedzonko/wege
Języki obce
Kulturalne
Literackie
Pod-różne
Polecam
POMOC DLA MARTY
|
Piszę, bo uważam, że to właśnie w życiu jest ważne:
BÓG, MODLITWA I MEDYTACJA, JOGA, EKOLOGIA, WEGETARIANIZM, ŚWIADOME MACIERZYŃSTWO, KOBIECOŚĆ, PRAWA KOBIET, TWÓRCZOŚĆ LITERACKA, KULTURA POLSKA I ŚWIATOWA, PATRIOTYZM I HISTORIA, PODRÓŻE, JĘZYKI OBCE I TRENDY ETNO
piszcie na -- asianka małpka gmail.com
wtorek, 20 grudnia 2011
pisałam. mam chętkę na nową gitarę. od pół roku o tym myślę. czas pomysł zrealizować. i pożegnać się z myślą, że kiedykolwiek odzyskam swoją gitarę z USA. .. dziś dzień rosyjski. Wysocki i Okudżawa. coraz większą mam ochotę na gitarę. na śpiewanie. tak. odzywa się ta zapomniana, przydeptana część osobowości. mam ochotę tak się wyrazić. praktycznie nie piszę. oddaję się pracy, nauce języków. siebie, dzieci, mojego dziecka. dziś dzień rosyjski - buszuję więc po necie i znajduję Wysockiego. wszędzie i znajduję pieśni z akordami. w to mi graj. choćbym nie do końca rozumiała. śpiewać sens jest jedynie po rosyjsku... wywiad z krytykiem lit. nt Rosji życiorys Wysockiego po polsku wiersze piosenki W piosenki z akordami strona o W coś o W. i sporo linków piosenki w dwu wersjach językowych
wtorek, 13 grudnia 2011
mam ostatnio fazę na śpiewanie... Ojjjjjjjj jak mi się chce śpiewać, jak mi się chce usłyszeć swój głos, taki mocny i głośny, bo jednak jednak się za bardzo nie zmienił szkoda tylko, że nie bardzo jest jak i kiedy go wykorzystać do kościoła praktycznie nie zaglądam a tam zawsze można sobie bezkarnie i głośno pośpiewać, bo w domu w lesie i na ulicy to może śpiewanie komuś jednak przeszkadzać :) sięgnęłam po gitarę, tę moją starą, pierwszą kupioną za stare pięć tysięcy na Różyckim gdy miałam ok 17 lat czyli 20 lat temu!! praktycznie instrument nie żyje. nie stroi. pudło pęknięte poza tym to była już uszkodzona rzecz a moja nowiutka fajna gitarka kupiona za czasów oazowych (ruchu światło-życie) pozostała w USA i raczej jej już nie odzyskam KUPUJĘ WIĘC SOBIE PREZENT POD CHOINKĘ - NOWĄ GITARĘ :)))
środa, 07 grudnia 2011
To właśnie usłyszałam dziś od mojego trzyletniego synka - "Lubię cię, mamo" i poczułam, że było to coś o wiele istotniejszego niż takie częste i często trochę wymuszane "Kocham cię" bo przecież pytam sama i słyszę innych - kochasz mamusię? i dziecko oczywiście odpowiada - Kocham. Chyba że... akurat jest w złym humorze :) kiedyś usłyszałam albo przeczytałam, nie pamiętam, jak pewna terapeutka pyta swojego pacjenta -- kochasz męża, no dobrze, ale czy TY GO LUBISZ? czy lubisz go jak człowieka, jak przyjaciela, jak osobę po prostu. tamta odpowiedziała - Nie bardzo. na co terapeutka - to może lepiej się rozwieść...
poniedziałek, 28 listopada 2011
bardzo długo nie pisałam bloga. wiele spraw się przetoczyło. zakręciłam się w pracę. poświęciłam jej wiele czasu. i cóż, szło dobrze, ale nadszedł kryzys. nie w pracy, ale we mnie. i czuję teraz, gdy udało się przypadkiem zwolnić, zatrzymać się za sprawą nieobecności dziecka chyba jednak..., czuję, że brakuje mi innych dziedzin aktywności w moim życiu nic nie piszę, dopiero niedawno wróciłam do pisania dziennika a poza tym - posucha. żadnych wierszy , żadnej prozy. nic na blogu , wszędzie wielkie NIC i przykro gdy podglądam emaile koleżanek z grupy Korale i widzę, że piszą, wydają, spotykają się. nie wiem, czemu się wyizolowalam. trochę z braku czasu, ale trochę był to też wykręt porzuciłam siebie w tym kawałku, bo bardzo bardzo brakuje mi pisania. brakuje mi moich wierszy. i nawet chyba przestaję już wierzyć, że kiedykolwiek uda mi się jakąś prozę z sensem napisać, cóż mówić o wydaniu czemu poświęcamy uwagę - to się rozwija , nieprawdaż? ja poświęciłam uwagę pracy nauczycielskiej, nauczaniu języków, uczeniu się języków, dziecku trochę poprawianiu warunków życiowych reszta sobie leży i zdycha :( Kapuściński o prawdzie i fikcji : obecnie w świecie jest głód prawdy, dokumentu, ponieważ otacza nas wszędzie bajka... i można więc pisać na dwa sposoby - mieć wielką wyobraźnię i pisać prozę. ja tak nie potrafię, dlatego pozostaje mi pisać prozę dokumentalną... i to mnie pociesza i to wydaje mi się prawdą, bo przecież coraz więcej biografii, coraz więcej książek takich jak te Gretkowskiej, jak ta autorki Jedz módl się , kochaj
czwartek, 28 lipca 2011
przypadkowo przeczytałam wczoraj taki tekst z forum o rozwoju trzylatków i czterolatków. Nie będę dokładniej przytaczać o co chodziło – ale w skrócie – o ambicje matek co do rozwoju swoich pociech.. heheh, żachnęłam się, no ambicje to i ja mam. I rozpoznanie w swoich uczuciach na szczęście też – więc umiem odpuścić jak np wczoraj gdy Misiek NIE CHCIAŁ się kąpać i iść spać z mamą tylko z dziadkiem co oznacza że plan pt uczenie go angielskiego w łazience i czytanie książek po angielsku legł w gruzach! A ja jestem tak cholernie zasadnicza i konsekwentna... i przyjechałam po to z warszawy zamiast pójśc sobie spokojnie do kina! No, ale udało mi się odpuśćić , nie obrazić na dziecko tak naprawdę... i wczuć w siebie czyli zrozumieć że jednak momentami przesadzam, bo komu służy taka zasadniczość!? Na pewno nie dziecku. Więc Misiek miał dziadka i miał wolne od angielskiego. Ale do rzeczy – przeczytałam o tych trzylatkach i zrozumiałam że mam jakieś inne pojęcie o tym co 3latek powienien umieć. Jakoś wydawało mi się że pewne rzeczy to jakby przedszkole nauczy albo dziecko nauczy się samo – np ubierania się, jedzenia nożem i widelcem... no nie wiem, ale nie chce mi się poświęcać temu czasu!!! nawet jeśli okazuje się że 3latki jeżdzą już na dwukołowym rowerku i ubierają się same mój Misiek to tak jeśli chodzi o tamtą listę umiejętności: 1. nie liczy do 20 tylko do 3 po polsku a potem to lecą liczebniki w dowolnej kolejności, i do 6 po hiszpańsku, i jeśli jeszcze nie zapomniał to do 3 po angielsku. 2. na dwukołowym rowerku jeżdzi ale na tym bez pedałów :) na najmniejszym z pedałami nie sięga dobrze do pedałów i nie ma siły nacisnąć! 3. sam umie świetnie zdjąć z siebie wszystko od pasa w dół, założyć umie świetnie czapkę z daszkiem :) 4. umie sam jeść, ale nie nożem, nawet nie ma okazji się nauczyć bo mu nie pozwalam 5. umie sam się umyć ale niedokładnie 6. umie biegać dość szybko, umie świetnie schodzić i wchodzić po schodach praktycznie bez trzymania i zwykle tak jak dorośli a nie dostawiając nogę do nogi, tzn balansowanie już jest niezłe, umie się wspinać po drabinie ale nie tej prostopadłej do podłoża, umie też skakać na dwu nogach i coś nawet przeskoczyć niezbyt wysokiego. 7. zaczyna się uczyć wierszyków, co zwykle polega na dopowiadaniu – pan kotek był chory i leżał... w łóżeczku! Choć czasem kończy się tak – Kto ty jesteś? - Mikołaj Starosta! ... (no tak, ale Kto ty jesteś? Polak mały też prawda kochanie? ) 8. Ma swoje preferencje książkowe, muzyczne i filmowe choć można go przekonać do innych... jeszcze 9. rysuje tylko proste kreski albo koła i nie rozpoznaje kolorów, każde rysowanie kończy się na obserwacji kredy jak się toczy po chodniku, albo na odrysowywaniu nieudolnym różnych przedmiotów, najlepiej linijek i trójkątów albo na zmuszaniu mamy do rysowania czegoś co potem z entuzjazmem zamazuje 10. Na przedstawieniach dla dzieci i na koncertach to zależnie od dnia i humoru albo siedzi spokojnie i słucha/ogląda albo spokojnie się bawi, albo jest nieznośny pokłada się na podłodze i przeszkadza wszystkim wokół. Trudno wyczuć jak będzie za każdym razem więc nie kuszą mnie na razie imprezy droższe od 5złotych bo szkoda byłoby wychodzić. Za to w domu bawi się świetnie gdy robię mu przebrania – zwykle w nawiązaniu do obejrzanych filmów i bajek – na topie jest pirat, kot i król. Wilka zrobiłam ale wolał być czerwonym kapturkiem... chyba też trochę się bał mamy przebranej za wilka! :( 7 no to tak, i fajnie gra na pianinku wystukując wszystkie klawisze od lewej do prawej, i śpiewając wlazł kotek do podkładu każdego z oferowanych w wyżej wzmiankowanym instrumencie, fajnie też układa wieże z klocków każdych, i bawi się torami samochodowymi i torami kolejek, lubi też „czytać”, słuchać czytania, śpiewać czyli mruczeć i melorecytować oraz tańczyć czyli gibać się i kiwać głową w rytm albo nie w rytm muzy, i odróżnia zwykle pana Bacha od dajmy na to pana Brela :) Rachmaninow i Ba ch mogą mu się mylić :)
takie to mam zdolne dziecko w wieku lat 2 i 11 miesięcy dokładnie co do dnia! kłębi mi się w głowie tona myśli. Czemu? Czemu ja nie piszę nie mam jakoś potrzeby pisać dziennika nawet niecodziennie nie mam. I bloga nie. Żadnego nie. Pewnie jest w tym taka prosta przyczyna że jest to jakoś utrudnione. Tzn nie mam łatwego dostępu do netu. Komp na dole, w pokoju ogólnym, nie mój, nie mam dostępu do swoich zdjęć, wszystko trzeba jakoś kopiować z laptopa i przenosić na tamten komputer. A wena to wena. Jest a potem jej nie ma. A moja cała kreatywność jest ale skupiona chyba przede wszystkim w językach. Odkąd wymyśliłam że będę uczyć siebie dodatkowo 3 języków i zacznę uczyć dziecko, to tkwię w tym i staram się być konsekwentna i zdeterminowana. I jestem, jak zwykle, ale to znaczy że ten harmonogram mnie wciąga i pochłania. Ok, może dzięki temu ta struktura się utrwali i będę mogła od września lepiej skupić się na pracy a to będzie bardzie zautomatyzowane. No nie wiem. Widzę jednak, że moje dziecko już znów nie pamięta różnych słówek po ang i fr i wyraża opór gdy ich używam. Bo nie ma takiego natężenia tych języków. A rosyjski i niemieckie chyba mieszają mu w głowie. No sama nie wiem. Ale wątpliwości to najgorsze co może i się teraz przydarzyć. Trzeba się trzymać swojej ideee fixe tyle wiem wiem że ja M nie nauczę niczego na serio, bo nie chcę tego robić nie chcę go ćwiczyć i zmuszać ale chcę wiele rzeczy zainicjować, chcę je monitorować, chcę rozbudzać w nim zainteresowanie więc jednak będę robić fr w poniedziałki, ang we wtorki, hiszpański w środy, rosyjski w czwartki, niemiecki w piątki, i będzie to inicjacja kulturowa. A w soboty matma i muzyka, a w niedziele teatr i literatura. Czy to wyjdzie? A czort wie ale może jednak uda się jakoś dziecku pomóc coby się nie męczył i nie marnował w szkole
ale mam podejście do szkoły co? Ja, jako nauczyciel. No ale własnie dlatego że jestem nauczycielem to moje podejście nie jest idealistyczne. Ja wiem że Misiek będzie się nudził o ile nie trafi na zwariowanego nauczyciela z powołania. Ale ja chcę Miśka przeprowadzić spokojnie do czwartej klasy podstawówki aby dotarł do etapu nauki odzielnych przedmiotów i potem już sam sobie wybierał swoje ulubione i znienawidzone. A do tego etapu będę mu trochę siedziała na głowie... ale zabawowo, mam nadzieję, że to się uda póki co się uda. Jest śmiesznie. Np robię wycinankę matematyczną z dużej zasłony starej łazienkowej tzn wycinam figury i trzeba wycięta dopasować do dziur. M najpierw nie chce więc odpuszczam i idę robić swoje. A on po 5 min przychodzi i mówi – mama idziemy robić układankę! Hehe... to samo ze wszystkim. Fajnie nam ostatnio szło robienie labiryntu. A zaczęło się od książki zadań dla trzylatków. Za dużo tam malowania i naklejania nalepek co mu zbyt dobrze nie idzie, bo krzywo nalepia i sam nie umie odlepić więc się złości ale labirynt był super interesujący, kilkanaście albo i kilkadziesiąt razy narysował drogę myszy do sera i sera do myszy. Więc... idąc za ciosem wyciągnęłam styropian po lodówce (mnie od razu przychodzą do głowy takie rzeczy oraz to co można wykorzystać z tego co odłożone na strychu pod hasłem – przyda się później) biorę więc ten styropian i żłobię przejścia i dziury w celu wykonania fajnego labiryntu dla maleńkiego samochodziku. Potem rysujemy dobre i mylące strzałki żeby nie było tak całkiem nudno biało i Misiek się tym bawi przed dobre 20 min jeszcze.
Wakacje mijają spokojnie. Pod znakiem nauki języków, chadzania na koncerty i spektakle - dla dzieci i dla rodziców. Sama radość. Świr językowy mój rozwija się też w pełni. Skrzydła rozwinął i na całego mnie zagarnął. Dziecko uczy się więc codziennie innego języka. Siłą rzeczy, bo ja wróciłam do 3 języków porzuconych na etapie wstępnym. A że uwielbiam systemy, plany i hormonogramy to stworzyłam sobie taki wakacyjny.. poniedziałek – francuski dzień wtore k – angielski dzień środa – hiszpański czwartek – rosyjski piątek – niemiecki sobota – polski, pod znakiem matematyki, logiki, muzyki niedziela – polski pod znakiem literatury i sztuki i tak się bawimy :) jestem dzieckiem. Uwielbiam być dzieckiem!! uwielbiam wstawać rano --- spoglądać na naszą zrobioną niedawno wielką mapę świata, i szukać przyklejonych tam postaci z bajek – każda w odpowiednim miejscu świata. Jest francuski Babar , hiszpański Pocoyo i reszta... uwielbiam siadać z dzieckiem do wielkiego tekturowego samolotu który zrobiłam i wskazywać kierunek lotu --- odpowiednią narysowaną flagę kraju... dziecko siłą rzeczy niewiele rozumiejąc jeszcze uczy się geografii :) uwielbiam oglądać filmiki językowe na youtubie... zapraszam na swoje listy ulubionych.. dla uczących się języków jak znalazł. Świetne dla małych dzieci – maks kilka minut długości jeden film. Żadnych reklam, żadnych dłużyzn i bez ciągów i hipnotyzowania – jak to bywa w telewizju gdzie bajki są niekończące się na pewnych kanałach uwielbiam słuchać piosenek w obcym języku, szukać do nich tekstów w necie, tłumaczyć, uczyć się, śpiewać z płytą , śpiewać z dzieckiem lubię też wymyślać nowe gry albo podpatrywać jakie są na stronach z pomocami lekcyjnymi w cenach dla mnie niedostępnych... (vide np mojebambino.pl, edgard, novela, power i wiele innych ) patrzę, wymyślam, robię własne taniej i więcej zabawy ok, to pracochłonne – np lotto dźwiękowe. Ale ile zabawy! uwielbiam też soboty i niedziele pod znakiem polskości, ani słowa w obcym języku, dużo dobrej polskiej klasycznej literatury dla dzieci i nie, dużo dobrej piosenki, dla dzieci i nie, dużo matematycznych zabaw ---
zabawa wagą, liczydłami, patyczkami do liczenia i układania figur, tworzenie nowych gier np tabliczki mnożenia z kulkami do zapełniania kieszonek, gry w bryły i figury... ( np dopasowywanie figur narysowanych na planszy do brył z klocków lub przedmiotów w kształcie jakiejś bryły)
uwielbiam niedziele – oglądanie przedstawień dla dzieci, oglądanie min mojego dziecka w trakcie spektaklu, oglądanie radości Miśka gdy zakłada potem robione przeze mnie przebrania... Jestem królem mamo! Jestem piratem! Mówiąc językiem pewnej reklamy --- BEZCENNE!
:))))
czwartek, 16 czerwca 2011
oczywiście zadałam sobie pytanie – po co ja to robię? Bo przecież nie tylko dlatego że takie mam widzimisię nie, także dlatego że chcę przekazać dziecku to co mam i mogę mu dać i to jeszczw w wieku gdy chłonie wszystko pozytywnie i każdą chwilę z matką ceni i jest to dla niego radością NIEZALEŻNIE OD TEGO CO ROBIMY potem dzieci robią się fochowate, marudne, i w zasadzie najlszepsza jest ta metoda deDomo – trochę metoda przekupstwa albo inaczej mówiąc – transakcyjna – chcesz na komputer? Ok, powiedz to po angielsku .,, a teraz możemy się po prostu bawić moje dziecko jest zainteresowane książką czytaną po angielsku bo sporo pokazuję i trochę tłumaczę oraz dlatego że ... od urodzenia mu je czytałam przyzwyczajenie to druga natura dla niego to NORMALNE nie wie że można czytać tylko po polsku a wracając do pytanie które sobie zadałam – PO CO? Otóż uczę języków różnych nie po to by wychować anglistę czy romanistę , bo na to trzeba konsekwencji non stop w jednym języku a najlepiej native'a rodzica nie – ja chcę zapobiec blokadom językowym, chcę przeciwdziałać niekoniecznie skutecznemu nauczaniu języków w szkole, a na pewnie niezindywidualizowanemu nauczaniu, takie trochę antidotum na szkołe, bo wiem jak jest i chcę otworzyć dziecko na świat , kultury i ludzi . I chcę je zarazić miłością do podróży i do odkrywania nowych rzeczy, i głodem wiedzy i miłością do książek i kultury, własnej przede wszystkim, bo obok obcych książek i filmów obowiązkowo musi być literatura polska to i to ta DOBRA powiem anegdotę – oglądam Mrs Dalloway po angielsku, myslicie, że moje dziecko wypięło się i poszło do drugiego pokoju? Nie, oglądało ze mną. Dokładnie tyle samo co inne filmy dla dzieci może poza Clifordem, czyli ok 15 – 20min on nie wie który film jest dla dzieci a który dla dorosłych, o ile nie przypniemu mu sami takiej etykietki :) to tak jak napisała gdzieś Kazimiera Szczuka – czytałam książki dla dorosłych, ni wszystko rozumiałam ale czytałam dalej, to było wciągające... no i proszę co z niej wyrosło
jestem,jak sądzę ,osobą trochę nawiedzoną. Tak wywnioskowałam po wielu rozmowach z wieloma ludżmi. Na terapii słyszałam natomiast zawsze „bo Aśce po prostu się chce” no tak, mnie się chce. Ale nie zawsze. Czasem energii mi braknie, zwłaszcza gdy ktoś podcina mi skrzydła. Ktoś, komu się zwierzam ze swoich wizji i pomysłów. No bo kurcze, to dzięki mnie. Mam ochotę powiedzieć --- do cholery jasnej to dzięki takim jak ja coś się na świecie zmienia. Bo mnie bawi nowe, bawi mnie szukanie co by tu jeszcze ulepszyć zmienić. Bawi mnie uczenie się nowego języka. Mam czelność pójść i powiedzieć rodzicom dzieci w przedszkolu – uczę jogi dzieci, mogę nauczyć wasze, chcecie? Albo – uczę swoje dziecko trzeciego już języka bo wymyśliłam sobie że do piątego roku życia mogłoby opanować pięć najważniejszych... no ok, MAM MOŻE ŚWIRA,. Ale przecież to świr chyba niegroźny... ale właśnie wtedy gdy ktoś podcina mi skrzydła i mówi.. może jednak Mikołaj (mój syn) powinien nauczyć się najpierw własnego języka, to zaczynam mieć wątpliwośći.. czy ja dobrze robię? .. czy nie robię krzywdy mojemu własnemu dziecku?? i tak się głupia zastanawiam, choć w gruncie rzeczy mam głębokie poczucie że największą krzywdę to miałam ja jako dziecko które było utalentowane językowo i rozwinięte nieźle w podstawówce ale jakoś tatalnie onieśmielone i cofnięte w rozwoju w szkole średniej... jak można zrobić dziecku krzywdę ucząc je języków ? Przecież to tylko dodatkowo ćwiczy aparat mowy na wszystkie dostępne dźwięki, i uszy, bo potem się pewnych rzeczy po prostu nie słyszy!! no, i tak musze się ze sobą kłócić i przekomarzać aż mi moje podcięte skrzydła odrosną... a póki co mam dół... szkoda, bo dziś był pierwszy dzień hiszpański. Tyle entuzjazmu i klapa na wieczór bo się ojcu dziecka pochwaliłam że Misiek sam sobie powtarza – un coche blanco un coche rojo chętniej niż po angielsku i francusku pewnie tak jak i ja lubi zmiany i ma dosyć angielszczyzny i francuszczyzny a czy można przeszkodzić dziecku w nauce mowy ojczystej????? niech mi ktoś odpowie. Ja w to nie wierzę. Ludzie żyją w niektórych krajach w enklawach wielojęzykowych, tak żyją emigranci, cała Ameryka, efekt – wielojęzyczne dzieci ok, robią błędy językowe – ale każde dziecko je robi, ŚMIEM TWIERDZIĆ ŻE WIĘCEJ ROBIĄ TE DZIECI KTÓRE ZNAJĄ TYLKO JEDEN JĘZYK ok, kalki językowe i makaronizmy będą ale to akceptuję myślę że najlepszym na to lekiem dobra polska literatura przecież polskich autorów też czytamy co zrobić? Ryzyko uczyć języków i żal może być po fakcie – jeśli nie będę uczyć decyduję więc – uczyć tylko jak ochronić się przed demotywacją? Pisząc takie pełne jęków i depresji wpisy chyba....... |