Blog Joanny Cho逝j o kulturze, duchowo軼i, edukacji, leczeniu naturalnym, o alternatywnej wizji 鈍iata i prawdziwej historii Polski Lechii
Blog > Komentarze do wpisu

opowiadanie z tematem schody - Ch這pcy i z這ta futbol闚ka

Ch這pcy i z這ta futbol闚ka

 

- Co tu taki ba豉gan? - wrzasn窸a mama, spogl康aj帷 w prawo i w lewo, do pokoju jednego i drugiego syna, pr鏏uj帷 wyj嗆 do przedpokoju. Jednak by這 to praktycznie niemo磧iwe. Ca豉 przestrze zas豉na by豉 przer騜nym asortymentem samochodzik闚, plastikowych dr鏬 samochodowych, poci庵闚 i tor闚 kolejowych, ksi捫kami kartonowymi, papierowymi, i gumowymi przywleczonymi z 豉zienki, i ostatecznie – pluszakami.

- Budowali鄉y miasto – zacz掖 t逝maczy o鄉ioletni Franek.

- Yy – doda ma造 Piotru, pokazuj帷 tory kolejki

- I mieli鄉y budowa lini kolejow, ale napad豉 na nas banda nied德iedzi i ..

- Yy! Yy ! - pokazywa pluszaki podniecony Piotru.

- Przecie zamkn窸am si w pokoju tylko na dwadzie軼ia minut..

- p馧 godziny – doprecyzowa zawsze dok豉dny Franek

- Dobrze, p馧... Franusiu, obieca貫, 瞠 b璠ziecie si 鈍ietnie i spokojnie bawi, gdy ja pisz – szepn窸a mama z wyrzutem

- No to przecie bawili鄉y si 鈍ietnie! Piotrek by zadowolony! - obrazi si i zacisn掖 z瑿y Franek – A ty nigdy nie jeste zadowolona! - wrzasn掖 jeszcze

- Franio.. mamy tylko kilkana軼ie minut na sprz徠anie, albo nie zd捫ymy poczyta przed snem.

- No i dobrze! G逝pia jeste! Nie chc czyta z tob! 疾by si zamieni豉 w jakie paskudne zwierz! - Franek podni鏀 z這to- pomara鎍zowa pi趾, kt鏎 mama wydoby豉 niedawno ze strychu i pozszywa豉. - W這篡豉m w to du穎 serca tej nocy – tak powiedzia豉 wczoraj – I faktycznie, pi趾a wygl康a豉 jak nowa, cho mia豉 wiele lat, bo nale瘸豉 jeszcze do jej dziadka. Ale teraz Franek o tym nie pami皻a i z ca貫j si造 cisn掖 j w k徠, a potem kopn掖 stoj帷e mu na drodze kolejki i samochody, i trzasn掖 drzwiami swojego pokoju zamykaj帷 si w 鈔odku. Mama posz豉 za nim i powiedzia豉 gniewnie co my郵i na temat takich wyra瞠, wrzask闚 i trzaskania drzwiami. Po chwili jednak po瘸這wa豉 zbyt wielu ostrych s堯w. M這dszy syn zacz掖 p豉ka.

 

M這dszy to Piotru. Ma dwa lata i ma prawo p豉ka, jak ka盥y w sumie. Kocha kabelki i samochody. Starszy to Franek. Ma osiem lat i nie interesuje go nic poza konstrukcjami lego. Mama ma na imi Ma貪osia i zwykle jest 豉godna. Chyba, 瞠 wpadnie w gniew. Tak jak przed chwil. Na szcz窷cie taki gniew szybko mija.

I tak te si sta這. Nasta豉 cisza i po dziesi璚iu minutach znikn窸y zabawki z pod這gi w przedpokoju i w pokoju Piotrusia, a Franek wynurzy si ze swojego o鈍iadczaj帷, 瞠 posprz徠a. Faktycznie, klocki lego by造 r闚niutko pouk豉dane pod 軼ianami, a inne zabawki zgarni皻e na wielk g鏎 w jednym z k徠闚.

- Jutro? - pokaza豉 mama ruchem g這wy stert zabawek, porozumiewawczo spogl康aj帷 na Franka

- Tak, jutro. Chc przeczyta to – poda mamie ksi捫k z bajkami i legendami.

-Wskakuj wi璚 w pi瘸m, pucuj z瑿y, ja b璠 za chwil gotowa z Piotrusiem. Czytamy w jego pokoju.

To by豉 ciekawa, nied逝ga, ale wystarczaj帷o d逝ga bajka, aby posiedzie obok mamy i poprzytula si do niej w 堯磬u. Tej nocy Piotrkowi 郾i造 si 瘸by, z這te pi趾i, i ca貫 szeregi ksi篹niczek i ksi捫徠. By這 tam te jezioro, w kt鏎ym si topi. I wtedy obudzi si z krzykiem. Wo豉 mam, ale ona nie przysz豉. Po這篡 si w ciemno軼i, zamkn掖 oczy i po chwili ju zn闚 spa.

Nast瘼ny dzie wsta pe貫n s這鎍a. Zajrza這 ono przez szpar pomi璠zy zas這nkami do pokoju Franka i wtedy us造sza alarm w telefonie mamy. Nikt go jednak nie wy陰cza. To by這 dziwne. Mama zaspa豉, a tu ju sz鏀ta trzydzie軼i. Po chwili, do pokoju Franka przybieg Piotru

- Yyy- pr鏏owa co Frankowi pokaza.

- Daj spok鎩, najpierw chc zajrze do kalendarza. - i pobieg do kuchni - Dzi 20 marca, r闚nonoc wiosenna – czyta stoj帷 nad sto貫m - Aha, to by kiedy pocz徠ek roku – przypomnia sobie, co m闚i豉 mama – Mi璠zynarodowy Dzie Astrologii i 安iatowy dzie poezji. - czyta dalej - Mamo! Mamo! Dzi jest dzie poezji! Musisz napisa wiersz! - Franek krzycz帷, wbieg do pokoju mamy, ale 堯zko by這 puste, tylko jakie dziwnie mokre od 郵uzu.

- Piotru, gdzie jest mama? - zapyta brata, kt鏎y sta na sto趾u przy otwartych drzwiach wej軼iowych i manipulowa przy kluczach.

- Yy – pokazywa m這dszy, ale Franek nic nie rozumia

- Wysz豉 do sklepu?

- Yy, mama – pokaza po chwili 豉zienk i podbieg do wanny patrz帷 znacz帷o na Franka.

- Mama wzi窸a prysznic... - domy郵a si brat – A potem posz豉 do sklepu? I nic nam nie powiedzia豉?? - Franek by zagniewany, pr鏏uj帷 co zrozumie. Chodzi od 豉zienki do drzwi wej軼iowych, troch bez sensu. Czu si zagubiony. I czu coraz wi瘯sz z這嗆. I mo瞠 strach. Co mu si nagle potoczy這 pod nogami. - Ech, znowu ta pi趾a! - podni鏀 j - Wcale nie jest taka z這ta i taka 豉dna, jak mi si zdawa這. A my郵a貫m, 瞠 to b璠zie czarodziejska futbol闚ka – patrzy na ni roz瘸lony. - Piotrek, jest ju si鏚ma, a ja jestem g這dny! Gdzie jest mama? - zbiera這 mu si na p豉cz – 瞠by cho ty m闚i jak du篡. 疾by cho by wi瘯szy, jak ja, poszliby鄉y do tego sklepu zobaczy czy mama tam jest.

W tej chwili us造sza zamiast zwyk貫go „yy” zmieniony troch g這s brata

- Mama mo瞠 wcale nie posz豉 do sklepu. S造sza貫m jak rechota豉. No zupe軟ie jak ogromna 瘸ba. Albo raczej ropucha. Pami皻asz, mama m闚i豉 jaka jest r騜nica... - Piotrek przerwa, bo brat rzuci si na niego zaskoczony

- Ty ty! Piotrek, ty jeste du篡! Ile masz lat?

- Nie wiem. A ty ile? Jestem taki du篡 jak ty! Popatrz! - okr璚i si przed lustrem.

- To ta pi趾a jestem pewien – Franek patrzy jak zahipnotyzowany na z這to-pomara鎍zow pi趾, kt鏎 trzyma w r瘯u.. - Piotrek, mama w co si musia豉 zamieni. Ja... jejku, zamieni豉 si w zwierz! To ta pi趾a... - krzycza chaotycznie Franek.

- W ropuch mo瞠 si zmieni豉. Bo ja j widzia貫m, ona m闚i豉 rech rech. I by豉 naprawd wielka jak p馧 cz這wieka. Wskoczy豉 do wanny, wzi窸a prysznic, a w tym prysznicu zjad豉 tego paj彗a, kt鏎y tam sobie mieszka i mama, znaczy ta poprzednia, zawsze stara豉 si go nie pola... Wi璚 ta mama ropucha wyci庵n窸a j瞛yk i by這 po paj彗u.. P馧 sekundy. Potem wylaz豉, pog豉dzi豉 mnie po g這wie, pu軼i豉 ca逝sa i pokaza豉 na drzwi. Otworzy貫m jej, bo nie pami皻a豉 gdzie po這篡豉 klucze. Troch skaka豉, ale bardziej cz豉pa豉. I znikn窸a na dole. Chyba nie wsiad豉 do windy tylko zesz豉 schodami.

- Schodami... - zamy郵i si Franek – no, chodzi豉, bo to by豉 ropucha. Ropuchy raczej ma這 skacz. Pami皻asz? Piotrek musimy j znale潭. Gdzie ona mog豉 p鎩嗆? Do sklepu?

- Ja my郵, 瞠 nad staw. Ropuchy lubi wod.

- Dawaj, idziemy nad staw. Klucz pod wycieraczk.

- We幟y pi趾! - zaproponowa Piotru

- O tak, futbol闚k, koniecznie! - zgodzi si Franek

 

Franek i Piotru mieszkali w ma造m miasteczku, kt鏎e mia這 szcz窷cie posiada stary park. A w tym parku by sporawy staw, ca造 poro郾i皻y tatarakiem, w kt鏎ym mieszka造 ca造 rok kaczki i 豉b璠zie. Ch這pcy pomy郵eli, 瞠 z pewno軼i 瘸by i ropuchy te tam mia造 swoje mieszkanie.

Tu przed stawem rozci庵a si wspania造 trawiasty teren, stworzony do gry w mi瘯k pi趾.

- Gramy? - Franek ju wyci庵a z plecaka sprz皻 i rzuca w kierunku brata. Nie zamierza przepu軼i takiej okazji. W ko鎍u nie wiedzia jak d逝go jego ma造 braciszek b璠zie fajnym o鄉ioletnim bratem.

- A mama?

- Gramy! Mama poczeka. - i pi趾a ju toczy豉 si po zielonym boisku.

Do czasu...

 

- Patrz co robisz, 豉mago! - krzykn掖 przera穎ny Franek, obserwuj帷 jak z這to-pomara鎍zowa pi趾a szybuje 逝kiem nad stawem i w ko鎍u znika w g御zczu tataraku. Ch這pcy pobiegli nad brzeg. Franek odwa積ie wszed do wody po kostki, ale zaraz wyskoczy.

- Jest lodowata! I co teraz? To twoja wina! - roz瘸lony i zagniewany siad nad brzegiem i ze z這軼i wrzuca do wody kamienie, nie staraj帷 si nawet poprawnie puszcza kaczek. Piotrek siad za nim. Nagle woda poruszy豉 si

- Widzia貫? - powiedzia Piotru

- Co ? - Piotru nie zd捫y odpowiedzie, gdy ca趾iem z boku, w zaro郵ach us造szeli rechot i potem wyra幡iej ju pytanie. Na wysepce siedzia豉 sporej wielko軼i szara ropucha, ale nie a tak wielka, jak ta zaczarowana, o kt鏎ej opowiada rano Piotru.

- Czego potrzebujecie? Jeden z was z tak z這軼i rzuca kamienie, 瞠 na dnie piasek a ta鎍zy.

- Przesaaadzasz.. - zacz掖 Franek, ale Piotrek szturchn掖 go w rami, wi璚 brat ucich

- Czego potrzebujecie? - ropucha ponowi豉 pytanie

- Wpad豉 nam do wody pi趾a – poskar篡 si Franek

- I zgin窸a nam mama. Mo瞠 widzia豉? - odwa篡 si zwierzy Piotru, kt鏎y nagle poczu wyrzuty sumienia i t瘰knot za mam. Przecie po to tu przyszli, nad ten staw!

- Mamy nie widzia豉m. A jak wygl康a? Ale pi趾a i owszem. Le篡 tu gdzie. S造sza豉m plusk na 鈔odku stawu. Mog wam j wyci庵n望 pod jednym warunkiem...

- Znamy te numery, znamy! - przerwa opryskliwie Franek, kt鏎y przypomnia sobie czytane ostatnio ba郾ie – nikogo nie b璠 ca這wa, a zw豉szcza ciebie. To jest obrzydliwe. I ty te jeste paskudnie brzydka. I jeszcze musia豚ym si z tob 瞠ni! Zreszt obejdzie si. Mamy w domu drug pi趾. Chod Piotrek. - Franek wsta, jednak Piotru siedzia na trawie jak zaczarowany i wpatrywa si w brzeg stawu.

- Ale mama... Nie id nigdzie bez mamy. Zreszt popatrz, ten staw jest jaki inny dzi, sp鎩rz tu – wskaza palcem na brzeg na kt鏎ym ta鎍zy造 niezliczone odcienie pomara鎍zu i czerwieni. S這鎍e chowa這 si za tatarakiem. Ch這pcy us造szeli rechot..

- Hmm, nie wiem kto wam opowiedzia takie smutne historie. Wasi bracia ludzie na ziemi zmienili t tysi帷letni opowie嗆, tak 瞠 sta豉 si dla ciebie 廝鏚貫m odrazy. Mo瞠 przez wieki jej zapis uleg zepsuciu. A mo瞠 celowo kto t opowie嗆 przeinaczy. To 幢e. Bo to jest pi瘯na ba填. A ka盥a ba填 musi by pi瘯na i musi mie g喚boki sens. Nie pami皻am, by kto kaza komukolwiek 瞠ni si z ropuch. Ale jak chcecie ch這pcy. Ja id ju spa, ale je郵i zmienicie zdanie, wrzu熯ie do wody co jeszcze, co do was nale篡 i powiedzcie „Chcemy zej嗆 po schodach...”

Ropucha znik豉 bezg這郾ie. I wtedy w豉郾ie ch這pcy zdali sobie spraw, 瞠 zupe軟ie nie zrozumieli co mia豉 na my郵i.

- Co co do nas nale篡? Czyli co? - zastanawia si Piotru. - nic ju nie mamy

-Nie wiem, g這dny jestem, nie mog skupi my郵i – Franek zrezygnowany usiad – Ej, s逝chaj, przecie mamy plecak. O rany, ale gdzie on jest?? - zawo豉 przestraszony

A plecak, taki wspania造 plecak, prezent od ojca, pozosta gdzie po鈔odku boiska, a mo瞠 gdzie pod jak捷 豉wk. 畝den z nich nie pami皻a dok豉dnie. Nad stawem gas造 ostatnie blaski s這鎍a. Ale parku nie przykry jeszcze mrok. Ch這pcy najpierw gorliwie, potem ju desperacko, szukali wsz璠zie plecaka. Jednak nigdzie nie by這 nawet 郵adu. W ko鎍u zm璚zeni przysiedli pod drzewem z ty逝 stawu, wtulili si w siebie. Byli tak skuleni i mali, 瞠 z daleka ledwie by這 ich wida. Mo瞠 i lepiej, bo w豉郾ie przeje盥瘸 tamt璠y samoch鏚 policyjny. Ch這pcy spojrzeli sobie w oczy. - Idziemy do domu? - rzuci pytaj帷o Franek

- Nie

- Masz racj. Trzeba znale潭 plecak. I nawet wiem ju gdzie jest! Jaki ze mnie osio! Przecie sam go wcisn掖em pod ten przysadzisty krzak na skraju boiska. Czekaj tu na mnie.

Franek wr鏂i po chwili, zadyszany, ale z b造skiem w oku. Na ramieniu mia plecak, a w d這ni – bu趾i kajzerki. Wyci庵n掖 te dwa jogurty, i dwa batoniki, kt鏎e wrzuci w domu na czarn godzin.

- Zimno mi – poskar篡 si Piotru

- Mi te – przyzna si brat

- Poka plecak, masz tam co jeszcze?

- Co chcesz zrobi ? - zaniepokoi si Franek chowaj帷 za siebie plecak. - chyba nie uwierzysz tej ropusze, to szale雟two. Mama na pewno jest ju w domu.

- No nie wiem. Wtedy widzia貫m w stawie taki dziwny obraz, jakby schody. Jak chc tam zej嗆. Ja wiem, 瞠 mama tam jest. Chod, rzucamy plecak. Wiem, 瞠 go uwielbiasz, ale nic innego nie mamy - g這s Piotrusia by tak stanowczy, 瞠 Franek cofn掖 si o krok. Takiego brata nigdy nie s造sza. Ale ostatecznie, takiego brata zna dopiero od kilku godzin. Postanowi mu zaufa. Ostro積ie poda bratu plecak.

Nad stawem zapanowa豉 nagle wielka cisza. Ptaki przesta造 si wydziera. Cisza senna. Cisza nocy. Ostatnie blaski dnia chowa造 si za tatarakiem.

Piotru rzuci plecak. Przedmiot przez chwil unosi si na powierzchni, i nagle co go wci庵n窸o w g陰b. Plusk. I spok鎩.

 

Park zasnu zmierzch. Kontury drzew majaczy造 w ciemno軼i, jednak przed ich oczami woda zacz窸a mieni si jasnozielono. Podeszli bli瞠j. Woda stawa豉 si przezroczysta, ukazuj帷 na wskro swoje wn皻rze. Widzieli jakby za szyb akwarium, na dnie, p造waj帷e ma貫 i wi瘯sze ryby, 瘸by i ropuchy zagrzebane w b這cie. Zrobili jeszcze jeden krok, dotykaj帷 niemal brzegu i wtedy woda zacz窸a im ucieka spod st鏕, w g陰b. Zupe軟ie jakby jaki wir zassa j gdzie do dna. Wtedy zobaczyli przedziwne, zielone schody, kt鏎e wcale nie by造 mokre. Schodzi造 by mo瞠 na samo dno jeziora, ale dna nie by這 wida. Tylko zakr皻 schod闚. W oddali.

- Ja tam nie wejd. To niemo磧iwe. No i w og鏊e, co je郵i ta woda nagle nas zaleje. Pomy郵.

- Ja id – powiedzia Piotru

- Dobra, sam nie p鎩dziesz. Schod. - I wzi瘭i si za r璚e.

Nie 瞠by strach ch這pc闚 oblecia, cho czuli w sercu pewn mieszank ekscytacji z l瘯iem. Nie strach to by, bo strach, czy ma du瞠 czy ma貫 oczy, pojawia si, gdy zagro瞠nie jest rzeczywiste, realne. A tu? Schody... Staw... I c騜 tam mog這 by za tym zakr皻em? Tego nie wiedzia nikt. W豉郾ie. I dlatego pojawi si w sercach ch這pc闚 l瘯. Przed NIEWIADOMYM. I ten l瘯 w豉郾ie zmusi ich do chwycenia si za r璚e, co w innym przypadku, nigdy, ale to nigdy by si nie zdarzy這. No...mo瞠 w tych dawnych czasach, sprzed kilkunastu godzin, gdy ma造 brat naprawd by ma造...

W innych okoliczno軼iach Franek uznawa, 瞠 ch這pakom po prostu nie wypada這 trzyma si za r璚e. Tak robi造 tylko cykory. I dziewczyny oczywi軼ie. One uwielbia造 chodzi za r瘯, pod r瘯. I ca這wa si. Blee... - Franek skrzywi si w my郵ach z obrzydzeniem. I wtedy w豉郾ie po郵izgn掖 si na jednym ze stopni, kt鏎e niby nie by造 mokre, ani wilgotne, ani omsza貫. Ale by造 marmurowo 郵iskie. Zupe軟ie jak posadzka w ko軼iele, albo muzeum, albo na przedpokoju, gdy mama j wypucuje specjaln past i ka瞠 je寮zi w t i z powrotem na specjalnych r璚znikach, aby si 鈍ieci豉.

- Patrz pod nogi Franek! O czym my郵isz? - wrzasn掖 przestraszony Piotru – Uderzy貫 mnie w kostk!

- Przepraszam. Bardzo ci boli?

- Troch. - przyzna Piotru

- Patrz! Wida ju co za tym zakr皻em schod闚. Szybciej! - I wtedy Franek pu軼i d這 Piotrka i zacz掖 biec zafascynowany w d馧 schod闚. Przeskakiwa po dwa schodki, jakby przyci庵a豉 go w d馧 jaka magiczna si豉. Nie s造sza nawet nawo造wa Piotrusia, kt鏎y zosta w tyle.

Bo Piotru, nawet po cudownej przemianie, by nadal odrobink jednak ni窺zy. Wi璚 i nogi mia kr鏒sze. A spodnie dresowe i bluza, mimo 瞠 rozci庵n窸y si troch w czasie jego magicznej przemiany, i nie podar造, bo by造 z niez貫j jako軼i, ale wiekowej ciuchlandowej bawe軟y, to wci捫 jednak by造 jego starym zestawem ubra do zabaw na pod這dze, i teraz kr瘼owa造 mu troch ruchy. Pr鏏owa dogoni brata, tak瞠 skacz帷 po dwa schodki. I w pewnym momencie..

- Oszala貫??? Co ty tu... ? - wrzasn掖 Piotru, ale zdanie urwa這 si, bo ch這piec ju wpada na Franka, kt鏎y stan掖 jak wryty na zakr璚ie. Si豉 rozp璠u sprawi豉, 瞠 Piotru nie zd捫y nawet spojrze, co zatrzyma這 brata w p馧 drogi, bo obaj ju le瞠li pokotem. A obok narzeka豉 przewr鏂ona staruszka, pr鏏uj帷 niezgrabnie podnie嗆 si z posadzki.

- Ja pani pomog – rzuci si Piotru, zawsze uczynny, zawsze pierwszy do wyci庵ania naczy ze zmywarki. Czego Franek po prostu nie znosi! I nie znosi wtedy mamy, kt鏎a brata wychwala豉, i Piotrka, kt鏎y zgarnia wszelkie pochwa造. A przecie on zwyczajnie PRZESZKADZA. Gdyby nie wzrok mamy, gdyby nie to, 瞠 Piotru naprawd mia tylko dwa lata, by豚y spuszcza ma貫mu manto za ka盥ym razem, gdy bieg do zmywarki. W ko鎍u to by jego, Franka, obowi您ek domowy, za kt鏎y dostawa kieszonkowe.

 

Franek patrzy przez chwil, jak Piotru pomaga podnie嗆 si staruszce. I wtedy jego wzrok pad na ciekawy przedmiot w k帷ie szerokich, marmurowych, seledynowo-zielonych schod闚, kt鏎e zas豉ne by造 w tej chwili suchymi, czerwonymi i czerwono-br您owymi li嗆mi. Franka my郵i przez chwil pobieg造 ku tym li軼iom. Czy瘺y wysypa造 si sk康? Przywia je jesienny wiatr? - my郵a – Zaraz jednak uwag jego przyku zn闚 ten ciekawy przedmiot. Podni鏀 go.

- O, dzi瘯uj ci, kochanie. - powiedzia豉 staruszka do Piotrka - I tobie, m鎩 drogi. Podnios貫 m鎩 latawiec. Podasz mi go? - poprosi豉 , odwracaj si w kierunku Franka.

- Sk康 pani wie, przecie jest pani 郵e... znaczy, niewidoma? - rzuci rezolutnie, cho mo瞠 niezbyt uprzejmie Franek. Ale nie a tak nieuprzejmie jak mog這 to zabrzmie, gdyby si szybko nie poprawi, prawda?

- Moje uszy s bardzo wyczulone na ka盥y ha豉s. Latawiec jest drewniany. Us造sza豉m jego specyficzny d德i瘯, gdy podnosi貫 go ze schod闚. - wyt逝maczy豉 – a ty sk康 wiesz, 瞠 jestem niewidoma

- To proste! Mia豉 pani przecie tak opask na oczach. A teraz, jak pani si z oczu zsun窸a podczas upadku, to widz, 瞠 pani oczy s inne, ni nasze. Patrzy pani na nas zupe軟ie jakby nas tu nie by這. To jest w豉軼iwie ma這 przyjemne uczucie. Cz這wiek zastanawia si co zrobi z w豉snymi oczami i czuje si dziwnie. I ma si ochot pod逝ba w nosie, 瞠by sprawdzi czy pani naprawd nie widzi. Bo jak pani widzi i tylko oszukuje, to na pewno natychmiast powie, 瞠 d逝banie w nosie jest niehigieniczne. - Franek przerwa sw鎩 wyw鏚, czuj帷 瞠 mo瞠 za du穎 powiedzia. I zn闚 jest niezbyt uprzejmy

Staruszka u鄉iechn窸a si – Jeste sympatyczny i rezolutny. Zreszt du穎 w tym prawdy. Te mam ochot czasem pod逝ba w nosie, bo zapominam si, i my郵, 瞠 jak ja nie widz to i inni mnie nie widz. Mi這 mi was pozna ch這pcy. Zw豉szcza mo瞠 ciebie, Franku. Czy wiesz kim jestem?

- Jest pani staruszk z latawcem? - zaryzykowa Franek

- 安i皻a prawda. - roze鄉ia豉 si – jestem pann z latawcem na niebie. A spotka貫 mnie, bo mia貫 mnie spotka. Czasem tylko po to cz這wiek schodzi tymi schodami. Albo po to 瞠by jeszcze raz spojrze na niebo, i zauwa篡, 瞠 latawiec mo瞠 wygl康a zupe軟ie jak waga, albo jeszcze co innego... Sp鎩rz na niebo jak st康 wyjdziesz, Franku. Ka盥y ma ogromn i zupe軟ie inn wyobra幡i.

A teraz powiem wam jak dalej i嗆. Za zakr皻em jest kolejny zakr皻, w przeciwn stron. A potem b璠 dwoje drzwi. Czerwone i niebieskie. Otw鏎zcie te czerwone. - to powiedziawszy staruszka odwr鏂i豉 si, pomacha豉 im d這ni i powoli zacz窸a wchodzi po schodach.

- Zaraz, ale sk康 zna pani moje imi? - chcia wiedzie jeszcze Franek

- Bo ja si tob opiekuj, kochanie.

- A mn te? Mn te si pani opiekuje? - zapyta szybko Piotru, kt鏎y nagle poczu si strasznie samotny i smutny

- Nie...tob nie, ale nie martw si tym – g這s staruszki umilk i znikn窸a im z oczu za zakr皻em.

Piotru zn闚 wsun掖 swoj d這 w d這 brata. Franek nie zaprotestowa, zamy郵ony. Zacz瘭i schodzi w d馧. Wsz璠zie wok馧 otacza豉 ich zielonkawa woda. Do 軼iany wody zupe軟ie jak w akwarium podp造wa造 ryby. Ta 軼iana nie by豉 jednak ze szk豉. A mo瞠 by豉 z niewidocznego szk豉. To by豉 軼iana wody, kt鏎a magicznie wci捫 utrzymywa豉 si w pozycji pionowej.

Ryby podp造wa造, wystawia造 swoje pyski na drug stron w kierunku ch這pc闚, spogl康a造 na nich ciekawie i odp造wa造. Ch這pcy mogli za muska wod palcami, nabiera jej w d這nie, chlapa si ni i bawi. Piotrek spr鏏owa nawet napi si jej prosto ze 軼iany wodnej. Mia豉 s這dki dobry smak. Niestety wci庵n掖 tak瞠 ga陰zk wodorost闚, kt鏎e nie smakowa造 mu za bardzo. Wyplu je wi璚 dyskretnie na schody i podsun掖 na sam brzeg przy 軼ianie, ogl康aj帷 si za siebie wstydliwie, czy nikt nie widzia tego gestu. Mama nie lubi豉, gdy kto wypluwa co na talerz, bo by這 niedobre. Cho zaraz potem przyznawa豉, 瞠 wolno czego nie lubi, ale trzeba pozby si tego DYSKRETNIE. Ch這pcy nie do ko鎍a zrozumieli, co mama mia豉 na my郵i, ale mieli poczucie, 瞠 nie nale篡 za bardzo dr捫y tego tematu.

Wkr鏒ce pojawi造 si po lewej stronie czerwone, drewniane, solidne drzwi. W zamku tkwi klucz. A na drzwiach by odwr鏂ony tr鎩k帷ik.

- To tu. - powiedzia Franek, przekr璚i klucz i popchn掖 drzwi.

- Czekaj! - zatrzyma go brat – tu jest co napisane, patrz – wskaza napis nad drzwiami – Uwaga! Tu ko鎍zy ...si niebo po逝..dniowe i zaczyna... niebo... p馧nocne. - czyta Piotrek

- A sk康 ty umiesz czyta? - zapyta Franek, zaraz jednak pomy郵a, 瞠 skoro brat w wyniku przemiany naby umiej皻no軼i m闚ienia, to i czytanie otrzyma w pakiecie. Nie ma co, farciarz. Tak bezbole郾ie wszystko dostawa gratis!

- G逝pie pytanie. Ja ju dawno umiem czyta. Co najmniej od kilku miesi璚y. Trudno nawet nie umie, jak mama wsz璠zie powywiesza te wielkie czerwone s這wa, podsuwa je kilkana軼ie razy pod nos, a do znudzenia. Ale patrz na to, bo nie chce jej sprawi przykro軼i. Zreszt czasem s ciekawe, tylko mog豉by je cz窷ciej zmienia na nowe...

- Pewnie nie ma czasu - wtr帷i brat

- Poza tym s這wa s we wszystkich naszych ksi捫kach. Patrz na nie jak mama czyta.

- Mnie si wydaje, 瞠 umiesz, bo masz teraz osiem lat. Ka盥y o鄉iolatek umie czyta.

- Wcale nie! Ty umia貫 jak mia貫 pi耩. A pami皻asz Karola? Jak on duka przy czytaniu, to nawet ja si zaczynam denerwowa – zaprzeczy gwa速ownie Piotru

- Nie pami皻am Karola, ale fakt. Jak ty si denerwujesz, to ju musi by naprawd 幢e. - roze鄉ia si Franek. - Dobra, my tu gadu gadu, a drzwi otwarte. Idziemy brachu!

I weszli. A swoj drog, nie zastanawiali軼ie si jak to mo磧iwe, 瞠 drzwi osadzone by造 w 軼ianie wody? Ch這pcy si zastanawiali. W ka盥ym razie zastanawia si Piotru.

- Wiesz pr鏏owa貫m kiedy napisa co na wodzie i zupe軟ie mi si nie udawa這. Jak oni to tu zrobili?

- Co?

- No, jak zrobili ten napis, no i te drzwi? – t逝maczy Piotru wskazuj帷 palcem w g鏎, bo byli ju na dziesi徠ym stopniu schod闚 w d馧, za czerwonymi drzwiami. - czekaj, musz to sprawdzi – odwr鏂i si i ju bieg豚y w g鏎, gdyby go brat nie przytrzyma

- Hej! Nigdzie nie idziemy! Nie wiemy, czy wolno nam si cofa. Co mnie zaczyna niepokoi. Napis by magiczny, jak wszystko tutaj. Poza tym woda to tylko takie kawa貫czki czego ma貫go, pod mikroskopem to wygl康a ca趾iem inaczej. Nawet st馧 nie jest taki twardy, jakby si zdawa這. Bo sk豉da si z tych ma造ch atom闚 i jeszcze czego mniejszego, ale nie pami皻am nazwy. Pal, zreszt, sze嗆 nazwy! Idziemy na d馧. - I w豉郾ie wtedy, gdy wypowiada te s這wa przep造n窸a im przed nosem ogromna, niebieskawa ryba. A mo瞠 nale瘸這by powiedzie „przefrun窸a”, bo przecie przed ich nosami wody nie by這...

- Widzia貫 to? - rzuci Piotru – Franek nie zd捫y jednak odpowiedzie, bo nagle zacz掖 si krztusi i macha r瘯ami, jakby co kr瘼owa這 mu szyj i ruchy.

- Pom騜 mi to zdj望 ! - i Piotru rzuci mu si na pomoc. Ostro積ie zacz掖 軼i庵a z brata cieniutk popl徠an ni to ni, ni to sie, kt鏎a wygl康a豉 troch jak 篡趾a. By豉 niewidoczna niemal, cienka ale mocna.

- Dziadek powiedzia豚y, 瞠 to jest KAPRON. - skomentowa Franek

- Co?

- Niewa積e. Ci庵nij! - i obaj zacz瘭i delikatnie 軼i庵a do siebie zwoje nici, takiej mocnej nici, 瞠 mo積a j by這 nazwa kapron. Ka盥y z nich ci庵n掖 przeciwleg造 koniec. Tak by這 najlogiczniej, jak im si zdawa這. W efekcie, po kilku chwilach, obaj ch這pcy mieli w zasi璕u r彗, na odleg這嗆 metra, dwie pi瘯ne, ogromne, ale cudownie 豉godne ryby, niebiesk i 鄴速. Cho w豉軼iwie trudno by這 to jednoznacznie okre郵i, bo obie mieni造 si wszelkimi kolorami. Jedna by豉 jednak zdecydowanie ja郾iejsza. Poczuli te wtedy 豉godny wiatr, co jakby powiew wiosny. Czu by這 wyra幡y zapach kwiat闚, i s造cha by這 daleki 酥iew ptak闚, kt鏎y, jak s康zili, dochodzi z g鏎y, znad stawu.

- To z這te rybki! - krzykn掖 zachwycony Piotru.

- Fajnie! Umiesz spe軟ia 篡czenia? - rzuci Franek w kierunku jednej z nich

- Twoje nie. - odpowiedzia豉 ta bardziej b喚kitna, kt鏎 przyci庵a Piotru. - Ale twoje tak – zrobi豉 ruch w kierunku Piotrusia

- To pewnie ty si mn opiekujesz! No przecie kto musi si mn opiekowa, jak nie ma mamy, prawda? - ucieszy si Piotru

- A sam nie mo瞠sz si sob opiekowa? - warkn掖 Franek, kt鏎y by troch z造, 瞠 pi瘯na ryba go zlekcewa篡豉 – lubi by w centrum uwagi.

- B璠zie si sob opiekowa, gdy doro郾ie. B璠zie wyj徠kowo dobrym opiekunem, nie tylko dla siebie – u鄉iechn窸a si ta bardziej 鄴速a – Nie pytajcie mnie jak to mo磧iwe, 瞠 ryba si u鄉iechn窸a, ale tak w豉郾ie by這.

- Mam 篡czenie – przerwa Piotru – t瘰kni za mam i chc j ju odnale潭.

- To nie b璠zie takie proste. Wyrazili軼ie ju wcze郾iej pewne 篡czenie... - ryba spojrza豉 przeci庵le na Franka, a ten zaczerwieni si i szybko odwr鏂i g這w - Ale to nic – ci庵n窸a dalej 鄴速awa - wszystko co ma sw鎩 pocz徠ek, ma i sw鎩 koniec. Co sta這 si na g鏎ze, stanie si i na dole. Id嬈ie w d馧 schodami. A do niebieskich drzwi. B璠 pewnie otwarte. Mama ju na was czeka. S逝chajcie swojego serca, a znajdziecie j bardzo szybko.

- Dzi瘯ujemy! - rzucili ch這pcy i zeszli po酥iesznie w d馧 schod闚. Bardzo chcieli si ju przytuli do mamy. Schody wydawa造 im si teraz d逝窺ze ni zwykle, a stopnie wy窺ze. I zakr皻闚 by這 co niemiara.

- Zaczyna mi si kr璚i w g這wie. I wiesz, jak zamkn na chwil oczy to czuj jakby鄉y chodzili nie naszymi nogami, ale jakbym chodzi w 鈔odku swojej g這wy. I teraz wszystko strasznie mi si kr璚i – narzeka Piotru

- Mi te troch, ale nie marud. Widz ju te drzwi, sp鎩rz na prawo, tam – wskaza palcem majacz帷e w odleg這軼i jakich dwudziestu metr闚 w dole, p馧otwarte, po造skuj帷e lazurowo ma貫 drzwi.

- S du穎 mniejsze ni tamte – zauwa篡 Franek

- Mo瞠 i tak, ale na pewno s jako w tym samym miejscu co wtedy – skomentowa Piotru

- Co? - nie zrozumia Franek, jednak po chwili obserwacji doda – faktycznie, s逝chaj , przecie my tu jakby ju byli鄉y. Ale one na pewno nie by造 otwarte. - zamy郵i si – Ale hej! Czekaj na mnie – zawo豉, porzucaj帷 obserwacje drzwi i terenu przed i za drzwiami, i pobieg p璠em za bratem, kt鏎y pewnie, z uniesion g這w, zmierza w d馧 schod闚, jakby szed za jakim przewodnikiem.

 

Wkr鏒ce obaj zobaczyli, 瞠 schody si ko鎍z, a u ich st鏕 rozpo軼iera si ogromna pusta sala. Jej posadzka by豉 b造szcz帷a i mieni豉 si jak tafla wody. Ch這pcy stan瘭i, gdy tylko sko鎍zy造 si schody, nieco przestraszeni.

- Ta pod這ga wygl康a jak woda, nie wiem czy powinni鄉y i嗆 dalej. A co je郵i si utopimy? - analizowa Franek

- Przecie ty umiesz p造wa! Zreszt.. - zastanowi si – mo瞠 ja tez umiem? Mo瞠my sprawdzi. A poza tym, skoro jedna powierzchnia wody by豉 do przej軼ia, to czemu druga ma nie by?

- Nie wiem. Mama m闚i, 瞠 czasem rzeczy wydaj si by inne ni s. - przypomnia sobie Franek

- O, no w豉郾ie! Wi璚 to by mo瞠 w og鏊e nie jest woda. Sp鎩rz – Piotru dotkn掖 przezroczystej niebieskiej, wodnej posadzki, a ta zmarszczy豉 si zupe軟ie jak tafla jeziora, ale stopa ch這pca pewnie trzyma豉 si na jej powierzchni – zobacz zobacz! Stoj i nie ton. Ale zajefajne uczucie – 鄉ia si Piotrek

- Ja te chc – Franek do陰czy do brata i obaj bawili si 郵izgaj帷 si tam i tu, jak po lodzie, kt鏎y odrobin si roztopi, a woda chlusta豉 weso這 na boki. Tym razem jednak Piotru przerwa zabaw m闚i帷

- Hej, mieli鄉y szuka mamy. Czuje, 瞠 ona gdzie tu jest. Nie wiem czemu. Mo瞠 to chodzi o to serce, o kt鏎ym m闚i造 ryby. Ale tak czuj i ju. Id幟y w kierunku tej zas這ny, tam na wprost. Widzisz? - Piotru wskaza co przed sob w oddali. Sala by豉 naprawd ogromna i z trudno軼i mo積a by這 dostrzec w dali jej 軼iany. Wszystkie zreszt pokryte by造 lustrami, b造szcz帷ymi jasno w blasku 鈍iec, zamocowanych w naro積ikach. Wszystkie 軼iany z wyj徠kiem tej jednej, kt鏎 pokazywa Piotru. Franek wpatrywa si w ni usilnie i widzia, 瞠 jest jaka inna, ale nie m鏬 zrozumie na czym polega jej inno嗆.

- S逝chaj, ty te to tak widzisz? Tam nie ma luster, ale w豉軼iwie nie wiem co tam jest... - Franek zawiesi g這s, troch zrezygnowany. Zwykle doskonale umia oceni to, co widzia i lubi si chwali swoimi obserwacjami. Ale teraz po prostu nie potrafi, i to sprawia這, 瞠 czu si niepewnie. I, c騜 tu wiele m闚i, zaczyna by po prostu z造.

- No m闚i貫m ci ju. - powt鏎zy Piotrek - Tam jest po prostu taka zas這na przezroczysta , jakby ze szk豉 albo lustra, ale zas這na. Przymru troch oczy i skup si, to zobaczysz. Widz jak si porusza. Kto tam zreszt przechodzi. Ku nam i z powrotem. I kto za ni siedzi. Ciekawe kto...

 

Ju sto krok闚 dalej doskonale wiedzieli kto siedzia za zas這n, bo zas這na po prostu rozwia豉 si. Jak sen, albo mg豉. Poranna mg豉, bo w豉郾ie poczuli, 瞠 ju dawno musia豉 nadej嗆 pora 郾iadania. A mo瞠 byli g這dni, bo nie zjedli obiadu? Troch tracili obaj poczucie czasu. Tu , w stawie, wszystko by這 zupe軟ie inaczej ni na powierzchni. Kiszki gra造 im jednak marsza tak g這郾o, 瞠 zaczynali si tego wstydzi jeden przed drugim, a c騜 dopiero przed ca造m audytorium 瘸b i ropuch, jakie zasiada這 tam po przeciwnej stronie przeogromnej, roz鈍ietlonej sali.

Ch這pcy spogl康ali jeden na drugiego, i coraz mniej pewnie zbli瘸li si do przeciwleg貫j 軼iany, dop鏦i nie pojawi si przed nimi, jakby spod ziemi, ogromny rak. A mo瞠 by to krab? To zale篡 z kt鏎ej strony si na tego osobnika spogl康a這. W豉軼iwie, gdy zacz瘭i si przygl康a dok豉dniej, okaza這 si, 瞠 jest to pani Krabo-Rak. Mia豉 koron na g這wie, ozdobne koronki wok馧 szczypiec, bardzo 豉godne matczyne oczy i niesamowicie d逝ga sukni z trenem. Za ni pe透a造 niezliczone ma貫 u鄉iechni皻e krabo-raczki, cz窷ciowo wczepione w ten tren drobnymi szczypcami.

- Witam ch這pc闚. Czekali鄉y na was. Cho, przyznam, troch si sp騧niacie. Kto to s造sza tak marudzi po drodze. Noc ma jednak ograniczon ilo嗆 godzin! Ech, dzieci – narzeka豉 dobrotliwie

- Jestem tu kr鏊ow matk. W naszym kr鏊estwie zawsze jest mi這 i zawsze trwa lato. - faktycznie, w miar jak m闚i豉, ch這pcy poczuli, 瞠 jest im strasznie gor帷o, i obaj 軼i庵n瘭i swoje bluzy i zawi您ali w pasie. Po czym poszli w kierunku, kt鏎y pokazywa豉 im Pani Krabo-Rakowa, Kr鏊owa lata. Tam siedzia造 w rz璠zie trzy przeogromne ropuchy. Dwie z nich by造 逝dz帷o do siebie podobne, i chyba lubi造 si ogromnie. Siedzia造 blisko siebie. By造 naprawd podobne jak dwie krople wody, z tym, 瞠 jedna z nich wydawa豉 si bardziej 鄉ia豉 i rozmowna. Ona w豉郾ie pierwsza si odezwa豉.

- To moja siostra Amelia – powiedzia豉 rechocz帷

- A to moja siostra Anna – przedstawi豉 si druga

- A to jest moja mama – krzykn掖 nagle Piotru i chcia biec w kierunku trzeciej ropuchy, kt鏎a mia豉 przymkni皻e oczy i zdawa豉 si drzema. By豉 ca趾iem podobna do dwu innych, z wygl康u i wielko軼i. W豉軼iwie Franek nie by pewien czy nie s to trojaczki. 如i帷a mia豉 tak samo chropowat szaro-br您owo-zielon sk鏎 i tak samo du瞠 ropuchowate przymkni皻e oczy. Uwa瘸 nawet, 瞠 to nigdy przenigdy nie mog豉by by jego mama. I w豉郾ie pragn掖 to wyrazi, otworzy usta i...

- St鎩 – powiedzieli razem Franek i Kr鏊owa Krabo-Rakowa

- Nie wolno jej zbudzi. Poczekajcie jeszcze ma陰 chwil – doda豉 scenicznym szeptem Kr鏊owa Matka, a wszyscy obecni zwr鏂ili oczy w jej kierunku. Zastanawiacie si zapewne o jakich WSZYSTKICH obecnych m闚i. Ot騜 dzieci tego by mo瞠 od razu nie dostrzeg造, ale opr鏂z Kr鏊owej, i ropuch, sal zaludnia造 powoli inne dziwne i mniej dziwne postaci. By造 tam, na przyk豉d, wielog這we ryby, i lwy z rozwichrzonymi grzywami, ma造 przymilny piesek i ogromny w捫. I w豉軼iwie ca造 zwierzyniec morski, od鈍i皻nie ubrany, w sukniach balowych i czarno-bia這-morsko-zielonych frakach.

- Widzisz to samo co ja? - powiedzia nagle Piotru, kt鏎y przysiad na posadzce obok Franka, bo obaj czekali na znak Kr鏊owej. Poniewa jednak brat zdawa si go nie rozumie, uczyni szybki ruch podbr鏚ka w odpowiednim kierunku

- M闚isz o tych ? - zrozumia Franek – Wygl康aj jak ogromne delfiny, tylko s uskrzydlone. Nie wiedzia貫m, 瞠 istniej takie ryby. Tym bardziej w naszym ma造m stawie.

- Sp鎩rz na tego or豉. My郵a貫m, 瞠 or造 篡j w niebie – dorzuci Piotru

- Nie w niebie, g逝ptasku! One 篡j wysoko w g鏎ach, lataj tylko w powietrzu. Ale faktycznie. To s morskie or造. Mo瞠 nawet maj skrzela!

- Widz, 瞠 podobaj si wam te zwierz皻a... - wtr帷i豉 si Matka Krabo-Rakowa. - s pi瘯ne. Ale nie wszystkie s z naszego kr鏊estwa. Niekt鏎e mieszkaj po zimnej stronie nieba. Ale, sp鎩rzcie. Ona si budzi. Czas najwy窺zy. Noc si ko鎍zy. - Krabo-Rakowa uwa積ie spogl康a豉 na ropuch. - No, to kt鏎y z was chce j przywita. Odwagi! - u鄉iechn窸a si.

- Jest jeszcze wi瘯sza ni ta, kt鏎a rozmawia豉 z nami na brzegu. - Franek cofn掖 si krok do ty逝

- Ale to jest nasza mama – stwierdzi stanowczo Piotru i ruszy w jej kierunku.

- Zaczekaj Pietrek. - To ja p鎩d. W ko鎍u jest tu z mojej winy, chyba? - zawiesi g這s i wzrok na Kr鏊owej Krabo-Rakowej, kt鏎a u鄉iechaj帷 si przytakn窸a delikatnie g這w, a mo瞠 by to po prostu gest zach皻y. Jednocze郾ie podnios豉 jednak brwi i szczypce ozdobione koronkami, jakby co jej w豉郾ie przysz這 do g這wy.

- Poczekajcie ch這pcy. Zapomnia豉m odda wam to, co do was nale篡 - Kr鏊owa wr璚zy豉 Frankowi jego plecak, ca趾iem suchy, mimo 瞠 przed kilkoma godzinami zamoczy si w stawie. Piotrkowi za poda豉 z這to-pomara鎍zow pi趾. T, kt鏎 naprawi豉 mama zaszywaj帷 jej du膨 dziur i pompuj帷 tak, by da這 si gra w nog. Teraz jednak pi趾a zdawa豉 si by o wiele bardziej solidna, nowsza, ci篹sza, i prawdziwsza. Jakby to wam wyt逝maczy? Po prostu by豉 bardziej futbolowa, ale i bardziej z這to-kulista.

 

I od tej chwili wszystko potoczy這 si ju bardzo szybko. Franek podbieg do mamy i pog豉dzi j po chropowatej sk鏎ze, szepcz帷 – Mamo, wr鵵 do nas. Wiem, 瞠 to ty, mimo 瞠 tak dziwnie wygl康asz. Chcesz? Mog ci poca這wa.

A wtedy ropucha wsta豉 i powiedzia豉 – Dobrze kochanie – ale wstaj帷, z sekundy na sekund by豉 bardziej mamina, i by豉 bardziej sob. Ch這pcy mieli wra瞠nie, 瞠 bawi si w ogl康anie filmu w zwolnionym tempie. Klatka po klatce, klatka po klatce, ropucha przemienia豉 si w mam. A po chwili w og鏊e nie by這 ju 郵adu ropuchowato軼i na jej ciele.

Wtedy pochyli豉 si i sama da豉 ca逝sa Frankowi, a Franek jej. Piotru te dosta swojego buziaka. A mama powiedzia豉 jeszcze

- Och, Bo瞠, Piotrusiu, jak ty szybko uros貫! - ale tak naprawd wcale nie wygl康a豉 na zdziwion

 

I poszli razem, tam gdzie wskazywa豉 im ber貫m drog Kr鏊owa Krabo-Rakowa. Szli trzymaj帷 si wszyscy za r璚e, ca趾iem ju szcz窷liwi i pogodzeni. W oddali, u st鏕 schod闚 czeka造 na nich w豉郾ie dwa pi瘯ne or造, bia造 i czarny, kt鏎ych pocz徠kowo ch這pcy nie dostrzegli.

Mama jednak zacz窸a gwa速ownie macha do nich r瘯ami w ge軼ie przywo造wania - Och, jeste軼ie, jeste軼ie – zawo豉豉 - To dobrze. Bo ju ma這 mamy czasu, a ta pi趾a musi szybko znale潭 si na powierzchni.

- Zapraszamy. Wskakujcie na nasze grzbiety.

- Pan jest morskim or貫m? - zapyta Franek delikatnie g豉dz帷 wilgotne pi鏎a ptaka.

- Tak, m鎩 drogi...Jestem morski i niebia雟ki. Potrafi 篡 w niebie i pod wod - wyja郾ienia przerwa豉 jednak mama

- Chod嬈ie kochani, chod嬈ie! Koniec rozm闚! Podebatujemy p騧niej – zakrzykn窸a i siedzia豉 ju na drugim orle, kt鏎y by r闚nie ogromny jak pierwszy, ale posiada niebanalny, d逝gi ogon, kt鏎y zako鎍zony by instrumentem, na jakim gra這 si w dawnych czasach. Mama twierdzi豉 potem, 瞠 by豉 to lutnia. Wystarczy這 zagra na niej kilka d德i瘯闚, bardzo powoli, a zaczyna造 si dzia cuda.

 

Wi璚 jak s康zicie, czy podr騜 schodami w g鏎 nie bywa m璚z帷a i d逝ga? Ot騜 bywa, i owszem, ale nie teraz, nie dla Piotrusia, Franka i ich mamy, gdy gnali jak cudowny wiatr, unoszeni na skrzyd豉ch wodnych or堯w. Bo mama dotkn窸a strun lutni.

To by這 co jak unoszenie si troch w powietrzu, a troch w wodzie. Co jakby odbijanie si od posadzki schod闚, czasami, bo s造cha by這 zgrzyt pazur闚 i d德i瘯i lutni, gdy tr帷a jej struny wiatr. A mo瞠 woda... Ch這pcy czuli intensywny zimny powiew powietrza.. Mo瞠 by to efekt zm璚zenia? Ca這nocnych poszukiwa? A mo瞠 tylko im si zdawa這? Bo na 鈍iecie panowa豉 ju przecie wiosna. Min掖 ju dzie r闚nonocy wiosennej.

Jednak ten dziki, szale鎍zy p璠 powodowa, 瞠 wszystko gna這, miesza這 si, wirowa這. Fruwa造 li軼ie i kwiaty, i dzieci mia造 wra瞠nie, 瞠 raz wdychaj zimny wiatr i 郾ie積y py, a innym zn闚 razem zach造stuj si s這dk ciep陰 wod. A mo瞠 by豉 s這na? Po chwili jednak nijak nie mogli sobie tego przypomnie, bo magiczne zwierz皻a zostawi造 ich u szczytu schod闚, kt鏎e nagle zwyczajnie znik造. Zatopi je staw. Wszystko znik這. Zosta豉 tylko tafla jeziora. Piotru spr鏏owa na niej stan望, jednak noga wpad豉 mu po kolano, w g陰b.

- Och, co robisz Pietrek? - za鄉ia豉 si mama. Koniec magii na dzi. No, mo瞠 prawie koniec. Sp鎩rzcie tam – faktycznie, tam gdzie mama wskazywa豉 d這ni by這 magicznie kolorowo. S這鎍e wznosi這 si nad stawem i roz鈍ietla這 wszystko jasno-r騜owo, czerwono, pomara鎍zowo.

- Baaajka.. - zachwyci si Piotru

- Faktycznie 豉dne to. - przyzna Franu - No dobra, idziemy do domu? G這dny jestem. - wtedy oboje, mama i brat, spojrzeli na niego ze 鄉iechem, ale zaraz potem - na z這to-pomara鎍zow pi趾 w d這niach Piotrka, kt鏎a podobnie jak s這鎍e mieni豉 si pi瘯nymi kolorami.

- Hej mo瞠 jeszcze ma moc! - wyszepta Piotru – chc 瞠by鄉y wszyscy byli w domu. i.. 瞠by na 郾iadanie by豉 jajecznica – doda szybko.

 

I co? No i nic. Tak si w豉郾ie sta這. Na 郾iadanie by豉 pyszna jajecznica.

I jeszcze jedno, by豉bym zapomnia豉 doda, a pewnie was to bardzo ciekawi. W domu okaza這 si, 瞠 Piotru zn闚 nie potrafi m闚i. Co wi璚ej zn闚 mia swoje dwa latka i by najs這dszym szkrabem na 鈍iecie. Nawet Franek zgodzi si z mam w tej kwestii. Po cichu jednak marzy, 瞠 pi趾a jeszcze kiedy stanie si magiczna i pobiegn z bratem gra w nog jak starzy. A p鏦i co, uk豉danie klock闚 lego i kot這wanie na dywanie by這 r闚nie przyjemne...

 

 

 

 

sobota, 11 marca 2017, joannacholuj
joanna cho逝j, omnibus, zaj璚ia dla dzieci, angielski, francuski, hiszpa雟ki, zaj璚ia kreatywne, zaj璚ia j瞛ykowe, alternatywna wiedza, alternatywna szko豉, edukacja domowa, lechia, lechici, prawdziwa historia, edukacja demokratyczna, kuchnia pi璚iu przemian, TCM, tradycyjna medycyna chi雟ka, indywidualizm, pras這wia雟ka wsp鏊nota, toksyczne zwi您ki, indoktrynacja, nwo

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: