Blog Joanny Chołuj o kulturze, duchowości, edukacji, leczeniu naturalnym, o alternatywnej wizji świata i prawdziwej historii Polski Lechii
Blog > Komentarze do wpisu

i znów ten dom i te sosny

zajrzałam do domu rodzinnego. robię to co kilka tygodni, ostatecznie nie mieszkam (już) za oceanem. nie zawsze jednak mam ochotę pójśc na górę. do moich pokoi sprzed wielu lat, które zamieszkują jedynie sporadyczni goście, moja hodowla kaktusów które już dawno wybiły się na niepodległośc i wyszły spod czyjejkolwiek kontroli oraz kilkanaście kwiatków "normalnych" -intruzów, mojej mamy, które toleruję tam jedynie z miłości do mojej rodzicielki.
dziś jednak zaniosło mnie tam. w pokoju "chłodnym" o wrzosowym odcieniu moja biblioteka, a raczej to co z niej pozostało po wyprowadzce do warszawy. zawsze jednak wodzę palcem i oczami po tych resztkach. dziś wpadło mi w oko kilka starych książek do nauki francuskiego, jakaś indoktrynacyjna książeczka z epoki mojej fascynacji lefebrystami i ruchem antysoborowym, oraz... Testament Abbe Pierre, ojca Pierre'a.
Książka otworzyła mi się na rozdziale szesnastym o tytule - Długo odkładane spotkanie. O czym jest rozdział? O śmierci. ha ha. oczywiście, moje oddanie tematowi, który akurat analizuję i "przerabiam" zawsze powoduje że przynajmniej przez kilka dni wszędzie natykam się na obecność tego co z tematem zbieżne.
kontynuujmy więc wczorajsze rozważania o śmierci.
pamiętam, że w epoce mojego zainteresowania islamem, zastanawiałam się nad napisaniem testamentu. niepokoiło mnie to, w jaki sposób moja rodzina postąpi z moim ciałem. czy aby na pewno otrzymam odpowiedni muzułmański pochówek. (nago w całunie). times are changing. moje idee również. co nie jest wyrazem niedojrzałości ale rozwoju. po prostu. dziś jest mi wszystko jedno. na pewno nie zamierzam pozwolić, aby ktokolwiek wzbogacił sie na mojej śmierci, ani aby moja rodzina wydawała abstrakcyjne sumy na pomnik i pochówek. bzdura. testament napiszę. spalcie mnie. prochy wsypcie do świdra, do wisły. zostawcie w urnie. w wazonie. na szafce nocnej. w kredensie. zakopcie pod gruszą.
 
dygresja z rozmowy mojej z przyjacielem, dziś - jak wyraża się obecność religii w społeczeństwach?
w chrześcijaństwie? spójrz na sacrum i profanum. czy możesz spokojnie zjeść kanapkę na cmentarzu? konwersować w czasie mszy w kościele?
w hinduizmie, sufizmie... zamieszanie. spójność. ziaraty, miejsca kultu gdzie obok grobów świętych pokładają sie całe rodziny z dziećmi, odpoczywają, piknikują, żyją. umarli obok żywych. spójrz na ganges. życie i smierć nie są tak od siebie dalekie i różne jak nam się wydaje.

a Abbe Pierre, chrześcijanin, zakonnik pisze, a ja... zgadzam się z nim :)
"Śmierci jakich byłem świadkiem odbierałem zawsze jako moment dopełnienia (...)
i nie zgadzam:
"Rozumiem zresztą niektórych ludzi wierzących w reinkarnację. nie ma w tym dla mnie nic skandalizującego, aczkolwiek wydaje mi się to zbyteczne, w myśl starej filozoficznej zasady która mówi: "Nie należy rzeczywistości pomnażać bez potrzeby". (...) Jeśli chodzi o reinkarnację, nie widze żadnej potrzeby i nie odczuwam najmniejszej ochoty "aby to powtórzyć".
Hmm, być może ojciec Pierre żył wystarczająco długo. Być może poczuł, ze dopełnił już wszystko. Zarozumiałością jest jednak twierdzenie, że nie można żyć lepiej, pełniej, dojrzalej, po raz kolejny.
Reinkarnacja jest uzasadniona choćby dlatego, ze jak obserwujemy , niektórzy żyją bardzo krótko. Tak jak noworodki. To wygląda tak, jakby ktoś wcielił się w ciało noworodka tylko po to aby doznac jak to jest. urodzić się i umrzeć. natychmiast. na pewno taka dusza chciałaby doznac czegoś więcej.
chyba że nie.
:)
reinkarnacja jest logiczna w perspektywie ludzkiego dążenia do doskonałości, rozwoju, perfekcji.

potem jednak znów zgadzam z Ojcem Pierre.:
"Wielu ludzi przeżywa śmierć jako rozstanie. Tak, to jest rozstanie dla nas, którzy pozostajemy. Ale ten, który umarł przeżyje najwspanialsze spotkanie jakie można sobie wyobrazić: spotkanie z Bogiem.(...)
"Śmierć jest spotkaniem cudownym, olśniewającym z Nieskończonym, z PRzedwiecznym, z Miłością. Podczas gdy z każdą ludzką miłością łączy się cierpienie związane ze świadomością, że mimo pragnienia oddania siebie nigdy nie oddajemy się w pełni, otrzymując zaś nigdy nie jestesmy w stanie w pełni poznać ukochaną istotę. Niemożliwością jest dać poznać siebie do końca i w pełni poznać drugiego. Zawsze istnieje coś niedpowiedzianego, niewyrażalnego, jakaś część nieprzekazywalna, której osiągnąć nie sposób. Wraz ze śmiercią człowiek, który nas opuszcza będzie miał możność poznac nas do samej głębi naszej istoty dzięki wiedzy, jaką posiada o nas Bóg."
   

czwartek, 20 lipca 2006, joannacholuj
joanna chołuj, omnibus, zajęcia dla dzieci, angielski, francuski, hiszpański, zajęcia kreatywne, zajęcia językowe, alternatywna wiedza, alternatywna szkoła, edukacja domowa, lechia, lechici, prawdziwa historia, edukacja demokratyczna, kuchnia pięciu przemian, TCM, tradycyjna medycyna chińska, indywidualizm, prasłowiańska wspólnota, toksyczne związki, indoktrynacja, nwo

Polecane wpisy

  • O matko i córko... wiersz

    Gabinet luster     rodzisz się  w sieci utkanej z relacji w mat-ni w mat-ki uścisku ud ramion piersi i rąk jest tak blisko taka bliska a jednak p

  • boże ale dno

    Pewnie nigdy nie będzie różowo. Pewnie nie. Dziś padam z nóg. Od trzech tygodni piszę książkę. Wczoraj wydrukowałam i zrobiłam poprawki do 170str. W nocy. Zaryw

  • życiowe podsumowania przed dniem urodzin

    ŻYCIOWE PODSUMOWANIA. biorę głęboki wdech i już -- moje czterdzieści i cztery (lat) wisi nade mną i zmusza mnie do pytań no forum ZMUSZA BO PEWNIE PRZEZ TYD

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: